piątek, 20 kwietnia 2012

O beretach....

Dostałyśmy dwie paczki... pełne beretów i czapek! Pani Janina dziergała całą polską zimę berety ze wszystkich możliwych kolorowych włóczek.

 Nasłuchała się o zimnych afrykańskich porankach, o głowach, które marzną! Jak na kobietę przystało wie, że beret ma chronic głowę przed zimnem, ale ma także inne bardzo ważne zadanie! Ma zdobić, ozdobić głowe, na której się znajdzie....
 Oto berety i głowy czy raczej, oto głowy z beretami! Dziewczyny beretami były zachwycone, co zresztą widać na załączonych zdjeciach...





















I duże dziewczynki: nauczycielki, kazda... z beretem na głowie.


I co myślicie o beretach pani Janiny?










poniedziałek, 16 kwietnia 2012

O wiedzy...

Więc to było tak : "Czterej synowie potężnego szamana, starali się odnaleźć jakąś dziedzinę, w której nikt nie mógłby im dorównać. Postanowili  więc: obejdziemy dookoła znaną  i nieznaną nam ziemię i na pewno posiądziemy największą wiedzę.
 I tak, ustaliwszy miejsce i czas przyszłego spotkania wyruszyli w cztery strony świata. Minęło trochę czasu. Po upływie jednego roku, jednego miesiąca i jednego dnia, bracia spotkali się w wyznaczonym miejscu, opowiadali sobie wzajemnie, czego się nauczyli, jaką wiedzę posiedli i stwierdzili, że są w stanie stworzyć istotę żyjąca.
 Jeden z braci powiedział: posiadłem wiedzę, która mi pozwala z jednego kawałeczka kości żywej istoty stworzyć ciało, jakie ją pokryje. Drugi rzekł: umiem sprawić, by na tej kości pokrytej ciałem wyrosła skóra oraz sierść lub włosy. Trzeci powiedział: a ja potrafię stworzyć wszystkie członki, jeśli mam ciało, skórę i sierść. Ostatni z braci stwierdził: wiem, w jaki sposób dać życie temu stworzeniu, kiedy ma już ono wszystkie części ciała.
 Ojciec, szaman wioski był zachwycony: moi synowie posiedli wiedzę większą niż moja, są równi Bogu. Po dobrej kolacji, przy której bracia opowiadali przygody, które ich spotkały w czasie wędrówki po świecie, poszli spać.
 Skoro świt powędrowali do dżungli, aby tam znaleźć kawałek kości, za pomocą którego mogliby dowieść swoich boskich umiejętności. Nie było to trudne! W dżungli na każdym miejscu znajdziesz kawałek jakiejś kości... i znaleźli, ale nie zadali sobie pytania, do kogo mogła ta kosteczka należeć.
 Tak byli przejęci wiedzą, którą posiedli, że zupełnie o tym nie pomyśleli. Pierwszy z braci pokrył kości ciałem, drugi przyoblekł je w skórę, trzeci stworzył odpowiednie członki, a czwarty dał życie... lwu. Lew jakby obudził się z bardzo długiego snu, potrząsnął bardzo groźnie gęstą grzywą! Głodne zwierzę podniosło się, wydało straszliwy ryk, pokazując przy tym swe ostre kły oraz ogromną paszczę i... rzuciło się na swych stwórców.
 Lew z wielkim smakiem pożarł czterech braci stworzycieli i zadowolony z obfitego posiłku zniknął w przepastnej dżungli...”

 Bajka, bajką..., ale w bajce jest zawarty morał, prawda ukryta między i pomiędzy słowami... Lubię, uwielbiam bajki! Kiedyś... tylko takie, które dobrze się kończyły.
 Dzisiaj wiem, że nie każda bajka ma dobre zakończenie i nie każdej bajce należy się dobre zakończenie. 
 Jak szybki jest postęp nauki i techniki, nie da się za wszystkim nadążyć! Człowiek posiada ogromne możliwości tworzenia dzięki potędze swego umysłu. Z jednej strony podziwiam nowe wielkie kompleksy przemysłowe, które w ciągu godziny potrafią wyprodukować to, na co w przeszłości trzeba było poświęcić długie lata pracy.
 Jest i ta druga strona... ten sam przemysł narusza równowagę ekologiczną przez zanieczyszczenie powietrze, hałas, odpady. Nieustannie niszczy naturalne środowisko człowieka. I cóż z tego, że podróżujemy coraz szybszymi samochodami i samolotami, zaglądamy w kosmos, nad nami wiszą niezliczone metalowe anteny, poruszamy się i żyjemy w niewidzialnych promieniach emitowanych przez nasze cuda techniki, podejmujemy decyzje za pomocą komputera bez, którego wielu z nas żyć już nie może... i co?

 Panujemy nad tymi wszystkimi wynalazkami? Doskonale wiemy, że w razie pomyłki nasza wiedza może nas zniszczyć. Wprawiliśmy  w ruch coś, co zaczyna wymykać się spod naszej kontroli. A dlaczego dzisiaj o postępie cywilizacyjnym?
 A to dlatego,
że Amerykanie chcieli
 bardzo przybyć do Kamerunu! Nie na zwiedzanie, czy safari, ale po to, aby wydobywać nasz kobalt! Populacja już się cieszyła na pracę przy wydobywaniu kobaltu. Oczywiście nikt z naszego Lomie i okolic nie myśli o tym, że z naszej przyrody, w tych okolicach, mało co zostanie, o niezanieczyszczonej wodzie nie wspomnę. Amerykanie chcieli tylko wydobywać ten minerał a przerabiać go u siebie.

 Nie opłaca się budować betonowych silosów na odpady radioaktywne w Kamerunie. Kameruńczycy chcieli mieć coś za ten kobalt, nie tylko pieniądze! Chcieli drogę, szkołę, szpital... W samą porę pojawił się ktoś, kto powiedział NIE temu wybitnemu programowi wydobycia kobaltu.
 Amerykanie nie przyjadą, kobaltu nie dostaną, my z głodu nie pomrzemy, szkołę i ośrodek zdrowia w Lomie mamy i co najważniejsze wody i ziemi nam nikt nie zatruje! Owszem, kobalt jest potrzebny w dzisiejszej dobie prawie do wszystkiego..., ale kiedyś bez niego można było żyć więc dlaczego nie możemy bez niego obejść się dzisiaj!

 Będzie o setki aparatów komórkowych mniej... nic nie szkodzi! Ktoś kiedyś powiedział: jeśli nie wiesz, o co w tej sprawie chodzi, to na pewno są to pieniądze! Dzisiaj kameruński kobalt pozostaje jeszcze w ziemi... na jak długo? Maszyna poszła w ruch i bardzo wiele spraw i rzeczy wymyka się naszej ludzkiej kontroli. Jeśli nie uda się nam nad tym zapanować, będzie to tylko nasza wina.



Chińskie przysłowie mówi: „To nie wino upija człowieka. Człowiek upija się sam”

Opowiadanie na podstawie B. Ferrero                              

piątek, 13 kwietnia 2012

O skrzydlatych klejnotach...

One są po prostu piękne! Smukłe, mienią się pięknymi barwami! Co za elegancja w locie...
Posiadły niezwykłą umiejętność latania i otrzymały znakomity zmysł wzroku. Fruwają niezwykle szybko do przodu i do tyłu, nic dziwnego, że tak trudno sfotografować jej w locie!

Potrafią zawisnąć nieruchomo w powietrzu i do tego wszystkiego są postrachem innych owadów, bo moje ulubione owady, ważki, są drapieżnikami! Ważki występują wszędzie, oczywiście trzeba wykluczyć Antarktydę, ale nie byłabym taka pewna, że ich tam nie ma. Może mają odpowiednie skrzydełka i oczy, aby mieszkac w tej części naszego świata, w której króluje zima, a do tej pory nie znalazł się jeszcze taki śmiałek, aby szukać tam...ważek. 
 Dzisiejszego ranka latała sobie jedna z ważek po naszym ogrodzie i... ja za nią!  Jak przysiadła sobie na kwiatku /dla odpoczynku, a może podziwiała tenże kwiat, albo szykowała się do pościgu za obiadem, bo one polują w locie/ została uwieczniona na fotografii! Jestem za opcją odpoczynku przed łowami. 
 Jeśli ktoś mówi o drapieżniku to wyobrażamy sobie duże, silne, szybkie i zwinne zwierzę, które ma ostre kły i pazury, i oczywiśce taki drapieżnik musi mieć dobry wzrok albo dobry węch! Ważka ma to wszystko tylko w skali, jak na owady przystało; małe, niepozorne, a pozory zazwyczaj mylą i to bardzo!
 Moje ważki, jak mało ktore, potrafią ocenić kierunek i szybkość ofiary i dopaść ją tam, gdzie spodziewa się ją w danej chwili spotkać. W tym względzie moje piękności są po prostu perfekcyjne! O ważkach mówi się różne rzeczy...
 Dzisiaj, latała sobie nad moją głową i powinnam być z tego powodu wielce zmartwiona, bo gdy ważka w Kamerunie lata nad czyjąś głową, to taka osoba może spodziewać się śmierci w najbliższym czasie! W Afryce wszystko co żyje ma swoje znaczenie. Ważka „waży duszę”... no to jej niezazdroszczę!

  Zastanawiam się dlaczego mam taki sentyment uroczy do ważek? Przede wszystkim kolory, skrzydła i ogromne oczy. Są to pierwsze owady, które latały sobie 300 milionów lat temu nad jednym wielkim kontynentem, który miał jeden klimat, a był to klimat ciepły. Dodamy do tego liczne bagna i tereny podmokłe, gdzie rosły ogromne skrzypy, paprocie i mchy... i nad tym wszystkim tylko piękne ważki i niczym niezmącona natura!
I co mnie jeszcze ujmuje? A no to, że ważki w prawie niezmienionym stanie przetrwały do dzisiaj i na dodatek mają się bardzo dobrze. Jaki największy pożytek z ważki w Afryce? Ważka jest pogromcą komarów no i cieszy moje...oko!

wtorek, 10 kwietnia 2012

O grzybie...


Hmm… grzybek? Dziwny…. A może to „coś” nie jest grzybem, tylko to „coś” podobne jest lub przypomina grzyba? Sama nie wiem... Co myślicie o tym grzybku, o tym „coś” ?

wtorek, 3 kwietnia 2012

O czarach, odsłona trzecia i ostatnia...

I odbyło się zebranie z rodzicami, jak co roku, na zakończenie trzeciego semestru. Jesteśmy w temacie zła, wiec i na zebraniu nie mogło tego tematu zabraknąć. Rodzice, jak zwykle przyszli tłumnie. Ucieszyło mnie bardzo, że zaakceptowali moja propozycję o zaadoptowaniu 2 najbiedniejszych dzieci z wioski. Zapłacą czesne, które obowiązuje w naszej szkole. Inni nam pomagają, wiec i my możemy pomóc tym najbiedniejszym. 
Gdy doszlismy do punktu czarów w Nkoum, w szkole, głos oddano mnie, jako osobie postronnej, nie mającej do nikogo uprzedzeń w tej kwestii i osobie nie wiedzącej o wielu istniejących szamanach, i innych tego rodzaju osobach w naszej małej społeczności. Wiadomo, wioska mała, wszyscy wszystko /prawie/ wiedzą, więc moje opowieści o zajściach w szkole nie były objawieniem.

 Po mnie przmówiła nasza sekretarka i kucharka w jednej osobie, jako osoba „stąd”, której nikt nieprawdziwych bzdur o czarach opowiadać nie będzie. Gdy skończyłyśmy jeden z panów zabrał głos... Uniesionym głosem, krzycząc powiedział: niech siostra powie nam nazwiska i imiona dzieci, my zwołamy posiedzenie wioski, dowiemy się wszystkiego! Drugi pan w tym go popieral, a ja własnym uszom nie wierzę! No i mnie poniosło... trochę!
W jakim świecie wy żyjecie? Jaki sąd? Sąd trzeba zacząć w tej kwestii od swojej rodziny! Pan /nie zwracałam się do konkretnej osoby/, rozmawia ze swoją żoną? A ile ma pan biur /biuro u nas, to kochanka/: jedno, dwa, a może trzy! A pani, rozmawia ze swoim mężem, z dziećmi? A może w waszym domu jest ktoś, kto zajmuje się czarami i ma konszachty ze złym duchem... Zajmijcie się w pierwszej kolejności własnym domem, własną rodziną.
 Ale nie wie siostra, powiada ten sam pan, że na tej sali są ludzie, którzy zajmują się czarami i robią wiele złego! I co z tego, że są? Bardzo dobrze, że są... ja się nie boję, a pan?
 Usłyszeli, co o tym wszystkim sądzę, do czego to prowadzi, i biada wam robić jakieś sądy! W prawie kameruńskim jest zabronione zbiorowe sądzenie kogokolwiek. I zrobiła się cisza....
Siostro, odzywa się ktoś, ale musimy się jeszcze spotkać. My zaczniemy, tak jak siostra powiedziała od swojej rodziny... a tą modlitwę do Św. Michała Archanioła może nam siostra dać? No i mamy spotkanie w ostatni czwartek kwietnia.

 Nauczyciele zadali mi pytanie, czy wiem, jak o mnie mówią w wiosce? A skąd mam wiedzieć, jak mi nikt nie powiedział! "Soeur Judith est notre pouvoir". Jaka moc... no, ale muszę stwierdzić, że to największy komplement, który usłyszałam od "moich" z Nkoum!
 Dlaczego wioski bronią czarowników? Z jednej strony bronią, a z drugiej mają dosyć ich obecności. Może do czegoś czarownik się kiedyś przyda... A z mojej strony: magia i czarownik w dalszym ciągu dla wielu Afrykańczyków jest tajemnicą i żywą obecnością świata duchów i przodkow.

 Z pewnej recenzji: „Afrykę trzeba dotknąć, poczuć, zgłębić jej rytm i uszanowć fakt, że ten rytm jest inny niż nasz europejski..., nie poznasz Afryki w tydzień przyjeżdżając na wakacje, nie będziesz widział spójności tego świata i jego ukrytego wymaru”.

 Ja poznaję ją od 11 lat...i często słyszę: siostro powiedz tak, jak nasi czarownicy, jak nie zostawisz tych czarów to umrzesz! I co? Mam walczyć tym samym mieczem? 
W Afryce pytanie, czy magia i czarownicy istnieją i dlaczego są tak „chronieni” przez społeczność jest bezsensowne.
 Dla Afrykańczyków wszystkich kategorii czary i czarownik to bezpośrednia rzeczywistość. W naszej diecezji nie ma mianowanego egzorcysty. Jest nim biskup z racji swojego urzędu. Dlaczego?

 Aby zostać egzorcystą trzeba być człowiekiem WIARY I MODLITWY, mieć solidne wykształcenie teologiczne i psychologiczne, bo szatan jest dobrym teologiem, w końcu to upadły anioł /ks Janusz Królikowski/. Mogę powiedzieć, że już nie muszę wierzyć, że zły duch istnieje, ja wiem!

 Do naszego ośrodka zdrowia często przynoszone są dziewczyny z naszego Collegu. A to zemdlały, a to się źle czują, jak to dziewczyny. Od pewnego czasu w ośrodku pojawiała się często jedna z dziewcząt. Co wyróżniało ją od innych?  Była i jest po prostu ładna, sympatyczna, dobrze się uczy... Inne dziewczęta bały się jej nie wiedząc dlaczego. Kolejny raz znalazła się w ośrodku, było to wieczorem. S. Marietta była w domu. Otrzymała telefoniczną wiadomość z prośbą o przyjście do dispensaire, bo coś się dzieje, personel nie wie co robić.
 Zaszłyśmy i widzimy dziewczynę leżąca na łóżku i pytamy się w czym problem... Siostro, ona się dziwnie zachowuje, teraz nic się nie dzieje. Marietta ma doświadczenie, zbliżyła się do dziewczyny i zaczęla się modlić, pokropiła ją wodą święconą i... zaczęła się dziwna rzecz... 
/normalnie kontakt z jakąś wodą, o której człowiek nawet nie wie, że jest święcona, nie powinien wywoływać żadnej specyficznej reakcji, a tu wywołał/
To trzeba było widzieć.


 Oblicze tej dziewczyny zmieniało się na naszych oczach w ohydną twarz. Głos, który zaczął mówić był potworny, ciało zaczęło się wykręcać, nie wiadomo było gdzie są ręce i nogi, i ten okropny krzyk. Jest nas legion. Bardzo szybko przyjechał odpowiedzialny ksiądz za College i ks Mirek wysłany przez ks Biskupa. Modlili się nad nią... a ten głos wydzierał się, aby zostawić go w spokoju, albo pozwolić mu wejść w Fabianę  /myślałyśmy, że w naszą s. Fabianę, okazało się, ze opętana dziewczyna ma siostrę Fabianę/. Po pewnym czasie wszystko wróciło do normy, a pierwsze słowa dziewczyny: pomóżcie mi, proszę?!

Wezwano ojca dziewczyny. To samo, co w ośrodku powtórzyło się na oczach ojca w biurze Collegu. Co się okazało: dziewczyna, co roku zmienia szkołę, bo gdy okazuję się, że jest z nia coś nie tak, młodzież nie chce z nia mieszkać, uczyć się, po prostu boją sie i jest czego!
Ojciec dziewczyny powiedział, że jego ojciec, czyli dziadek naszej uczennicy był głównym szamanem w sekcie Eboka, która oddaje kult szatanowi. Głos wydobywający się z dziewczyny był głosem jej dziadka.

 "W Kościele pojęcie opętania nie jest zbyt jasne. Watykan zastrzega, że do opowieści o opętaniu przez szatana trzeba podchodzić również nieufnie, jak do historii o cudach” /ks Edmund Szaniawski egzorcysta z Lichenia/  W ostatnich latach wielu ludzi zgłasza się do egzorcystów zamaist szukać pomocy u wróżki, astrologa i pojawiających się sekt różnego rodzaju. Dwa lata temu w Polsce działało niespełna 20 egzorcystów. Dzisiaj jest ich 50.... Osoby zgłaszające się do egzorcystów mają najczęściej problemy psychologiczne lub kłopoty z osobowością.

” Z jednej strony można wszystko „spsychologować” sprowadzając wszystko do wymiaru czysto naturalnego, a przecież w rzeczywistości duchowej działają inne zasady niż w sferze psychicznej, decydujące jest chcenie i decyzja. A z drugiej strony można wszystko demonizować.

 Niektórzy ludzie chcą wszędzie widzieć złe duchy i przypisują im jakiekolwiek trudności i przeszkody w swoim życiu. Zapominają o tym, że Bóg obdarował nas rozumem, wolną wolą. Mamy możliwość wpływu na rzeczywistość, która nas otacza. Zły duch może być źródłem nadprzyrodzonej mocy, ale człowiek musi jej chcieć i podjąć decyzję w woli.
 Działanie złego ducha polega na tym, by oszukać i nastraszyć. Zawsze powoduje lęk i zawsz jest połączony z jakimś kłamstwem, często związanym z wiarą, przekonaniami na temat Boga i na temat siebie”
 / Pani Anna Ostaszewska – psychoterapeuta, konsultantka do egzorcystów/. 

 Cóż, czasy się zmieniły i zmieniają się, i wydawałoby się, że znana od pradawnych czasów magia poszła w zapomnienie. Jest jednak wprost przeciwnie. Świat dzisiejszy koncentruje się na zdobywaniu coraz nowych technologii i na tym, że nauka jest w stanie wyjaśnić w racjonalny sposób wszystkie sprawy dziejące się pod słońcem... Otacza nas świat pozamaterialny i jest nierozerwalną częścią naszej ludzkiej rzeczywistości. Nie wszystko da się zmierzyć, dotknąć... Istnieje świat nie podlegający matematycznym prawom, istnieją siły, które wymykają się naszej kontroli.


 Na koniec ciekawostka z naszego ogrodu. Dawid, który pomaga nam w ogrodzie zasadził dwa krzaki. Nie przypadły mi do gustu i jeden, i drugi raz mówię: - Dawid, proszę wyrwij  te brzydkie krzaki.
 Siostro, to są kwiaty, zakwitną. Dałam sobie spokój, jak sam wpadł na pomysł zasadzenia... Niech sobie rośnie to zielsko... i urosło.
 Ma kwiaty fioletowe z białym, dziwne owoce także wydało... Jakoś mnie nie zauroczyło to zielsko. I co się okazało? Mamy krzak /na zdjęciach/, który w nocy zamienia się w węża, który pilnuje domostwa...!


Czarodziejki jesteśmy bez dwoch zdań, ale nieświadomie...

Postanowiłam tego czegoś nie wyrywć... niech straszy, chyba, że sam uschnie! Muszę uświadomić sobie /przypominac sobie/ jedną rzecz: bardzo wielki wpływ na charakter człowieka, jego zachowania ma wychowanie i kultura i gdybym urodziła się w Kamerunie... może byłabym Marabu!?


Zapraszam do obejrzenia filmu „Rytual” z Anthony Hopkinsem. Z recenzji „Obrzęd. Tajemnice współczesnych egzorcystów... Czyste fakty z pierwszej ręki – nie wszystko jest tutaj odkryte i wytłumaczone, ale z pewnością wszystko zmierza do zastanowienia się nad tematem...”
  „Wiemy bardzo mało o świecie widzialnym, jeszcze mniej o świecie niewidzialnym, dlatego wygodniejsze jest, zamiast badać, negować jego istnienie... Kiedy pytają mnie o liczbę Aniołów, cytuję Apokalipsę, która mówi o miriadach miriad: nieskończonej liczbie, nie do pojęcia dla naszego umysłu. Kiedy pytają mnie o liczbę złych duchów, odpowiadam słowami opętanego: „gdybyśmy byli widzialni, jest nas tak dużo, że przyćmilibyśmy słońce” Ks.Gabriele Amorth
I do przeczytania książki „Ojciec Eliasz Czas Apokalipsy” Michael O'Brien

niedziela, 1 kwietnia 2012

O czarach raz jeszcze....

I też mi się o magii i czarach pisać zachciało... W dzisiejszym świecie magia, to zapędy człowieka, aby zapanować nad dobrem i złem... po prostu być jak Bóg.

 Skąd wywodzi się magia i jak daleko siegają jej korzenie? Magia istniała i istnieć będzie do końca świata i to nie tylko w zabitej dechami Afryce, ale w cywilizowanej i kulturalnej Europie z potokiem słów, w które bardzo wielu już nie wierzy. Czego człowiek pragnie i pragnąć będzie dopóty istnieć będzie? Chce zdobyć kontrolę nad przyroda i drugim człowiekiem za pośrednictwem nadprzyrodzonych środków / klątwy, uroki, czary/, które dają człowiekowi to, czego nie jest w stanie osiagnąć swą naturalną ludzką mocą.
 Ludzie ci odwołują się do bytów duchowych i sił mających wpływ na materię i przyrodę ożywioną i chcą posiąść odwieczną boską sztukę tworzenia i niszczenia.

 Jak skończyła się historia z chłopcami ze szkoły w Doume? Cóż okazało się, że jeden z nich przeszedł już inicjację, został wybrany przez klan do przejęcia władzy czynienia zła... Chłopak prosił o pomoc..., jak pomóc, gdy rodzina wszystko robi, aby z takimi jak ja się nie spotkać? Jestem zakonnicą, na dodatek wierzącą, więc modlimy się - cała szkoła, codzienne, egzorcyzmem do Michała Archanioła. Modlitwa czyni cuda i co najważniejsze chłopak wypowiedział się, ujawnił czego chce, a to osłabia zło. „Zastanawiam się często, jak dostrzec dobro ukryte w tym chaosie, jak stanąć obok, nie skrzywdzić posądzeniem o czary, jak zobaczyć obiektywnie rzeczywistość i być tą, która ma być agentem dobra” /wg Michaela O’Briena/ 
 W Afryce pytanie czy magia istnieje czy nie jest bezsensowne. Dla Afrykanów wszystkich kategorii czary, to bezpośrednia rzeczywistość. Wydawałoby się, że znana od pradawna magia odchodzi w zapomnienie... jest wprost przeciwnie! Na ulicznych straganach we wszystkich częściach świata, przez internet można zakupić nie tylko „magiczne książki”, ale i amulety, laleczki voodoo z zestawem szpilek... i po co to wszystko... , aby znaleźć drogę do boskości być jak Bóg, być panem życia i śmierci!
 Ostatnimi czasy temat czarów, szamanów bardziej mnie dotyka, bo dotyka dzieci, za które aktualnie jestem odpowiedzialna. W Europie dzieci z zachwytem czytają książki o czarodziejach, a dla małego Afrykanina oskarżenie o uprawianie magii to śmiertelne niebezpieczeństwo. Dzieci obwiniane są o zło, bo nie potrafią się bronić, a łatwo wmówić im wizje czarnej magii, manipulować nimi i zakrywać swoje złe i ohydne czyny posądzając o nie dzieci. Sprawa dyscypliny w szkole jest stara tak, jak sama szkoła... Dzieciaki zaczęły, jak na komendę, manipulować rodzicami, nauczycielami... Zrobiliśmy listę dzieci z poszczególnych klas, z którymi są największe kłopoty i pierwszy raz w dziejach mojej pracy edukacyjnej w Kamerunie, wezwano pismnie rodziców na „dywanik”.
 Na spotkanie trochę się spóźniłam i wchodząc do sali spotkań zamurowało mnie: jak na oko, wstawili się wszyscy zaproszeni rodzice. I zaczęły się rozmowy. Wezwani rodzice z danej klasy, nauczyciel odpowiedzialny za klasę, dyrektor i ja. W dwóch najmłodszych klasach na liście nie było nikogo. Dyrektor mówi, że jeśli chcemy się dowiedzieć prawdy, to usłyszymy ją tylko w najmłodszej klasie. Te dzieci jeszcze nie klamią... i chyba coś w tym jest!  Sprawy były różne... Czterech takich, poszło sobie do buszu podczas piątkowego sprzątania szkoły. Nikt nie zauważył, bądź co bądź prawie 200 dzieci na „posiadłościach” szkolnych uwijało się przy różnych porządkowych pracach.
 Sprawa wyszła na jaw, gdy dzieci kończyły dzień apelem. Okazało się, że  4 „wojowników” poszło kilka kilometrów w busz na łowy.... mysz! Jeden z ojców powiedział: ja nie rozumie, w domu syn jest taki grzeczny, bo wie siostra, jak nie to „szikot” idzie w ruch. W szkole nie bijemy więc nie dziwi nic, że pański syn odzyskuje wigor w szkole! Doszliśmy do wspólnego wniosku: trzeba słuchać opowieści dzieci z życia szkoły, ale nie wszystkiemu trzeba wierzyć i najlepiej będzie, jak rodzice posłuchają najpierw nauczyciela, co nie oznacza, że my nauczyciele jesteśmy bez skazy!
 W CE 1 czyli w trzeciej klasie był tylko jeden przypadek. Wychowawca podsumował: Braian nie wykonuje poleceń, jest złośliwy względem kolegów, nauczyciela, nie pomagają rozmowy, prośby... Matka słuchała i powiedziała: w domu jest to samo. Mam 7 dzieci, on jest najmłodszy. Wiem, że coś jest nie tak, próbowałam z synem rozmawić, ale jest bardzo zamknięty. Wioska poradziła mi wezwać Marabu, ale on stwierdził, że syn nie ma nic wspólnego z „sortilège”..., ale ja mam wątpliwości. To dlaczego pani wzywała jakiegoś czarownika? Sama pani widzi, że jest mądrzejsza od szamana wioskowego, bo jest pani matką.

 Wezwaliśmy Braiana i postawiliśmy pytanie, czy wie dlaczego jest między nami. Odpowiedział, że tak. Prosiliśmy, aby wyjaśnił dlaczego. Powiedział, że podarł zeszyt koledze.... I to wszystko, pytam. Chłopak odpowiada, że to wszystko. Więc dyrektor zaczyna wyliczać nie tylko tak błahe rzeczy, jak podarcie zeszytu, ale okleczenie kolegów, obcinanie włosów bez zgody właściciela, zastraszanie kolegów itp. Braian, może jest coś, co chciałbyś nam powiedzieć, czego nie rozumiesz, nie potrafisz wyjaśnić, może ktoś ci grozi, bo wiesz, że to, co robisz nie jest dobre... Skinieniem głowy potwierdza, że tak. Więc dlaczego to robisz...? Cisza, cisza... Wszyscy czujemy, że Mały nie ma zamiaru z nami rozmawiać... Więc mówię: Braian, jeśli jeszcze raz usłyszę o jakimkolwiek incydencie, w tym samym dniu jesteś wydalony z naszej szkoły, rozumiesz?
 Kiwa głową, że tak. Matka dodaje, że do innej szkoły go nie pośle, jego edukacja się skończy. Popatrzył na nas i powiedział, że się poprawi. No i się poprawił, bo to, o czym tutaj piszę miało miejsce trzy tygodnie temu. Pomyślicie sobie, też mi coś!

 Jest coś... Wydaje mi się, że magia sama w sobie, nie jest problemem. Problem pojawia się, gdy magia przyczynia się do krzywdy wyrządzanej drugiej osobie. Prawo nie roztrzygnie, czy czary faktycznie istnieją czy nie.

 W klasie CM1 było najwięcej róznorakich przypadków wychowawczych. Nauczyciel przy każdym nazwisku dziecka powiedział o co chodzi. Rodzice stwierdzili, że takie spotkania są dobre, bo można dowiedzieć się o swoim dziecku czegoś, co z jego ust nigdy się nie usłyszało. Na pytanie czy chcą, aby ich dziecko przyszło na konfrontację, powiedzieli, że nie ma potrzeby. Zaciekawiło mnie, że przy jednym z wymienionych dzieci, nauczyciel powiedział tak: Gael robi, co chce i jak chce... w przyszłym roku szkolnym,  gdy dostanę klasę CM2 i Gaela, poproszę o zmianę klasy. Po wyjściu rodziców pytam, dlaczego tak powiedział, czy był ktoś z rodziny Gaela na spotkaniu? Nikt nie przyszedł. Jak myślisz, pytam Landrego, wychowawcę klasy, trzeba z nim rozmawiac?
 Trzeba i to koniecznie, odpowiedział. Wchodzi nasz Gael i oczom nie wierzę, oto mój „umiłowany” krótko pisząc fajny chłopak! Gael, dlaczego rodzice nie przyszli na spotkanie... i zaczyna się tłumaczenie..., które jest przerwane i wysyłamy go po mamę, albo tatę. Przybiega mama... zdziwiona, że jakieś zebranie, zawiadomienie...
 Przedstawiamy sprawę, a ona na to, że Gael jest postrachem młodszego rodzeństwa, ona już nie ma siły. Zapytana o ojca Gaela  odpowiada, że żyją w poligamii... druga żona jest w sąsiedniej wsi i aktualnie mąż jest z drugą żoną. Siostro, wszystkiemu winien jest wujek, to on jest przyczyną wszelkiego zła... Jak ten pan się nazywa? Kobieta nie chce powiedzieć, mówi tylko, że raz jest w Nkoum, potem w innej wiosce... Nalegam na to nazwisko, ale ona uparcie patrzy w podłogę, dyrektor mruga do mnie, a to oznacza, że mam dać sobie spokój... potem się dowiemy.
 Kobieta jest bardzo zdenerwowana, prosimy, aby nie zabiera głosu, jak przyjdzie Gael. Gael oczywiście wie z jakiej racji jest w biurze dyrektora..., ale także nie chce z nami rozmawiać. Więc oznajmiam o wydaleniu ze szkoły...
 Nie, nie, ja nie chcę, odpowiada. Gael, jesteśmy tutaj po to, aby ci pomóc, jak wypowiesz sie, to już pierwszy krok do tego, abyś pomógł sobie i nam. Zaczyna płakać..., nie masz czego się obawiać, mów, proszę... Wujek powiedział, że jak każdego dnia nie zrobię nakazanych złych rzeczy, to umrę... I dlaczego jeszcze zgodziłeś się robić to, co on ci nakazuje? Powiedział mi, że będę bogaty bez żadnej nauki i pracy... Nie będę Was zanudzać dalszym ciągiem naszej konwersacji...

 Przystało na tym, że ma powiedzieć temu szamanowi NIE i niech się nie lęka, jest wolnym młodym człowiekiem. W każdej klasie „podstępnie” przeprowadziłam rozmowę o czarach i czego ja sie dowiedziałam!!! Dowiedziałam się jednej najbardziej dla mnie istotnej rzeczy: dzieci dobrze wiedzą, co to jest „sortilège”, kto ją uprawia w wiosce, mają dobre rozeznanie co jest dobre, a co złe.
 Starałam się, aby zrozumiały jedno: nikt bez waszej zgody do niczego was zmusić nie może.
 Skąd wywodzi się magia i jak daleko sięgają jej korzenie? Pan Bronisław Malinowski daje taką odpowiedź:”magii nic nie zrodziło, nigdy nie była stworzona lub wynaleziona. Magia po prostu zawsze była, jako istotne uzupełnienie wszelkich spraw i zjawisk, które żywo interesują człowieka, lecz wymykają się jego rozumowej, logicznej kontroli. Magia jest zjawiskiem charakterystycznym dla wszystkich epok ludzkości. Nie można mówić o magii w odniesieniu do społeczeństw  pierwotnych, prymitywnych czy archaicznych. Czasy współczesne potwierdzają obecność magii we wszystkich zakątkach świata... i wydawałoby się, że magia odchodzi w zapomnienie! Czyżby?