wtorek, 30 kwietnia 2013

O kolorze zielonym...

..., bo Wiosna ma to do siebie, że maluje wszystko na zielono!
 Piękno, widoczne jest dla oczu, ale to, co stanowi to piękno jest zawsze ukryte... Można patrzeć na trawy, na motyle, na człowieka i nie widzieć... "W źdźble trawy odnalazłem sens istnienia... w przelatującym motylu odkryłem wrażliwość swojej duszy... w człowieku miłość ukazała mi swoje piękno..." /Seneka/

Jakiego koloru jest najwięcej?
 Zielonego czy może niebieskiego...?


Wiosną wydaje się, że zielony nie może istnieć bez niebieskiego...
I naszło mnie na wspominki smakowe i zapachowe!
 Ponoć po chemii traci się i smak, i zapach. Widać moja chemia na mnie nie działa, bo wróciło mi wszystko, co związane jest z apetytem, smakiem i zapachem. Jednego chemia i nowotwór mi nie zabrał i nie zabierze: radości życia i tego, że zawsze można być szczęśliwym choć boli i ma się przerwy w byciu szczęśliwym.
 Wiadomo przecież, że i od szczęścia trzeba trochę odpocząć, nieprawdaż?
 Skusiłam się znów i nie pierwszy, i nie ostatni raz, coś i ktoś, wpuścił mnie w maliny!!!
 Awokado. 
Zawiesiłam na nim moje niebieskie, a właściwie błękitne oczęta i co?
 Po prostu kupiłam i... zjeść nie mogłam! Dlaczego?
 Jak posmakowałeś coś, co rośnie tam gdzie powinno, a zostało przytargane do tej części świata niedojrzałe, pozbawione np.afrykańskiego słońca, to jak może smakować awokado? 
 Nie wiem dlaczego awokado nazywają smaczliwką, jak dla mnie, to bardzo wdzięczna nazwa!?
 Pan Bóg wie co i gdzie posadzić! 
Ludzie, którzy żyją w klimacie tropikalnym mają pod dostatkiem najbardziej wartościowego produktu żywnościowego, jaki natura dała człowiekowi! 
 W tej części świata ludzie z powodu upału tracą wiele minerałów niezbędnych do życia, a awokado te wszystkie braki uzupełnia. 
Owoc ten ma różne nazwy. Mówią o nim "owoc maślany" ze względu na dużą ilość tluszczów…, które nie tuczą!
 Smaczliwka jest kompletnym źródłem białka, co oznacza, że zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy, witaminy, minerały i proteiny…
 Misjonarze nazywają to cudo natury: Omega 3!
 Owoc ten, był także nazywany na przestrzeni wieków „masłową gruszką”! Masłową, bo  miąższem można smarować chleb i niektórzy uwielbiają poranne śniadanie, na które składa się awokado, bagietka i kubeł pachnącej kawy w żółtym kubku!
 Gruszką, bo awokado ma kształt gruszki i jest zielone. Zieleń w jednym awokado ma trzy odcienie... Urzeka mnie kolor mięty, który znajduję się pod skórką. Jakby nie nazwano tego owocu jest po prostu smaczny! Podobno swój żywot  zaczęło w Peru, gdzie było uprawiane prawie 9 tysięcy lat temu. Rośnie sobie nasze awokado na wiecznie zielonym drzewie, którego wysokość dochodzi do 20 metrów.


 Z żółtawo-zielonych kwiatów /i znów kolor zielony!/ zebranych w wiechy na szczytach pędów będą owoce. Awokado dojrzewa długo, jak na Afrykę, od 6 do 8 miesięcy, a niektóre gatunki dojrzewają nawet 13 miesięcy! Skórka naszej maślanej gruszki jest twarda, koloru jasno zielonego, ciemnej zieleni lub ciemnej wiśni… takie można spotkać u nas w Kamerunie. Pod grubą skórką znajduje się kremowo - zielony miąższ oraz niejadalne nasionko sporych rozmiarów, które jest także trochę zielone. W domach Kameruńczyków jest to owoc codziennego użytku, bo śniadanie bez awokado, to nie śniadanie! Co niektórzy misjonarze mówią to sam! Kanapka z miąższem koloru mięty z solą, pieprzem, oliwą i pomidorkiem ranną porą przy świergocie ptaków z mgłą tańczącą w konarach ogromnych baobabów... i jak nowy dzień może nie być szczęśliwy.
 Trzeba tylko postarać się o kolor zielony, niebieski i żółty...

Ponoć wszystko jest w głowie, nawet kolory /śmiech/!

Gdziekolwiek byście nie pojechali: dżungla afrykańska, lasy Amazonki, Paryż, Gdańsk; jedzenie to pierwszy punkt programu wszystkich zdrowych ludzi pod naszym ziemskim niebem! Więc nasze awokado, to wspaniały owoc o wszechstronnym wykorzystaniu.

 Można zjeść całe drzewo.../śmiech/ naprawdę!
Owoc, suszone liście, świeże liście, kora drzewa, skórka smaczliwki oraz nasiona używane są w celach leczniczych i nie tylko /mówią, że wywar z liści powoduje poronienie czyli aborcję/. Liście oraz kora są skutecznym środkiem leczniczym w problemach związanych z trawieniem i kaszlem. Skórka z owocu jest używana do pozbycia się robaków z przewodu pokarmowego, co w Afryce szczególnie u dzieci jest nagminne, więc jak znalazł ekologiczne… lekarstwo pozbawione jakiejkolwiek chemii!
 Pestka pomaga pozbyć się biegunki…To jest niesamowite ile jedno drzewo i jego owoce mają właściwości!!! A do tego te kolory...
 Nasze dziewczyny używają miąższu smaczliwki jako kremu i nacierają swoje głowy tym kremowo-zielonym masłem.
 Ponoć świetne na porost włosów! Zastanawiam się, jak potem ten skuteczny środek, skutecznie zmyć?

 Smaczliwka nadaje się do sałatek, ale trzeba ja szybko zjeść, bo szybko się psuje. Przepisów jest cała masa, zależą jedynie od gustu i kreatywności. Ja, jem awokado łyżeczką prosto ze skórki lub przygotowuje, jak na załączonym obrazku….


Pora deszczowa jest urodzajem na smaczliwkę więc jemy nowalijki afrykańskie, bo w mądrych książkach piszą, że awokado jest zabezpieczeniem przed szeregiem dolegliwości; chroni serce, problemy z krążeniem, rozwiązuje problem trawienne, obniża cholesterol,
 jak znalazł, lekarstwo na choroby i problem ludzi naszego wieku!

 Pozostaje TYLKO JEŚĆ! 
 Smacznego!

 Koniecznie muszę dodać, ze najzdrowsze awokado znajdziecie na Wschodzie Kamerunu!
 Jeśli ktoś nie wierzy /?/
 wystarczy przyjechać i spróbować naszej smaczliwki, a przy okazji nie zapomnijcie o podziwianiu kolorów i zapachów Afryki...

                                            




P.S
Moim ulubionym kolorem nie jest zielony, ale żółty… Ulubione afrykańskie owoce są żółte, ale ich skórka jest prawie zawsze koloru zielonego, który ma tyle odcieni, że trudno znudzić się kolorem zielonym… Czekam z utęsknieniem na zielone łąki tonące w żółtych mleczach i marzę, aby poleżeć na takim posłaniu, gapić się w niebo, bo co mi dzisiaj potrzeba tak naprawdę: tylko błękitnego nieba, kolory juz MAM!!!








niedziela, 28 kwietnia 2013

O graniu w zielone…

Ponoć wiosną gra się w zielone!
 Hmm, u mnie koloru zielonego zdecydowanie brak!
Wiosna!
  Cieszę się bardzo, że mogę przyglądać się z bardzo bliska Pani Wiośnie, która kapryśna jest i można powiedzieć o niej, że to chodząca ZOŁZA , której nie da się nie kochać /śmiech/!
 Przechodzi, szeleści sukienką w żółte kropki, a za chwilę nachmurzy się, zrosi zimnym deszczem, dmuchnie zimnym wiatrem, a ty nie masz parasola i czegoś ciepłego na plecach…, przecież słońce świeciło, niebo było takie błękitne.
 No, ZOŁZA po prostu!
 I wiosną powinno słyszeć się tylko miłe słowa, a nie takie:

 "Judytko, to naprawdę ty?
 Nie masz pojęcia, jaka ty kiedyś byłaś ładna!”.







P.S
I jak kochać wiosnę, która jest ZOŁZĄ pod każdym względem, bo nie wszystkim równo daje... pogodę /śmiech/!  Cóż, gram jeszcze w zielone, jeszcze nie umieram, jeszcze się spełnią moje marzenia, plany… I choć jestem jak stary wróbel, który kiedyś miał lśniące piórka /śmiech/, a stare wróble, tak mówią, "stracha na wróble" już się nie boją i wiedzą, że nie ma nic niemożliwego, jeśli w to wierzymy.
A grać w zielone, to kochać ludzi i przyrodę, co z wiosną jest zdecydowanie łatwiej…, ale jak zdzierżyć słowa:

                                                "jaka ty kiedyś byłaś ładna…!” 

                                    Zdecydowanie nawet wiosna nie pomoże /śmiech/!!!






                                                                                

piątek, 26 kwietnia 2013

O lesie...

„Ścinane drzewo robi dużo hałasu.
 Kiełkującego lasu się nie słyszy...” 
                                                                                                  /Gandhi/
                                          
   Co zrobić, aby zobaczyć i usłyszeć „kiełkujący las”? 

  



P.S
Słyszycie jeszcze „kiełkujący las”?
Tworzą go konkretne osoby...
"Istnieją rzeczy wspaniałe na tym świecie. Zwyczajne, które stają się nadzwyczajnymi. Trzeba tylko uczynić pierwszy krok. On jest najważniejszy. Choć nie wiadomo dokąd nas zaprowadzi…" /Reporterzy nadziei/
          





wtorek, 23 kwietnia 2013

O pomidorze...

W sklepie pomidory prezentują się prześlicznie.
Ta czerwień, brak jakichkolwiek skaz, piękny kształt i intensywna barwa… Tylko brać i kosztować !


Mówią, że pomidory wychodzą wszystkim na zdrowie. Mają wyśmienity smak, dobroczynny wpływ  na nasz organizm, a o witaminach i minerałach nie wspomnę… Do tego posiadają duże ilości błonnika i mało kalorii. Chcesz mieć doskonałą figurę jedz pomidory. Czerwone cudowności pomogą zwalczyć nadwagę, cukrzyce, przyczynią się do walki z nowotworem i wpłyną pozytywnie na twój układ krążenia! Jeśli nie chcesz być chory jedz pomidory! Hmm, pojawia się mały problem… 
Po dwóch tygodniach leżenia w lodówce mój pomidor dalej wygląda świeżo, a ja, dziwna rzecz, nie mam na niego ochoty. Nie wierzę w jego dobroczynną moc! Po dwóch tygodniach powinien zmienić barwę, lekko się zestarzeć, a on NIC ciągle piękny!


Od pewnego czasu mam skrzywienie i to niezłe, co do artykułów spożywczych… Jak go nie mieć, gdy na każdym zakręcie trąbią, że mam się zdrowo odżywiać. Uwielbiam owoce, warzywa, ale jak mam jeść o tej porze roku pomidory, ogórki, paprykę i temu podobne, gdy wiem, że tajemnica  pięknego wyglądu mojego  pomidora jest prawdopodobnie taka… Rósł sobie na plantacji, gdzie podłożem była wełna mineralna, do tego dostał porcję sterydów przyspieszających nabieranie wody i na osłodę garść antybiotyków, chroniących go przed chorobami…
Podobny jest trochę do mnie, bo dostaję porcję sterydów i innych chemicznych składników… Hmm, zrezygnowałam z degustacji pięknego pomidora, bo jakie witaminy może dać na dzisiaj Judycie pięknie wyglądający pomidor?
Zafundowałabym sobie następną porcję chemii, której przecież mam dostatek /śmiech/! Z utęsknieniem wspominam, prawie tak, jak Izraelici wspominali cebulę i czosnek z Egiptu; pomidory, papryczkę, marchewkę, buraczki i inne temu podobne z kameruńskiego warzywnego ogrodu…
Nie wspomnę o mango i awokado, które w Polsce maja smak jakiegoś paliwa. Raz jeden skusiłam się na moje ulubione mango i kolejny raz stwierdziłam: wygląd, to tylko pozór, który wprowadza człowieka za często w przysłowiowe maliny!
A co powiedzieć o wędlinach… Pamiętam wędzarnie w rodzinnym domu. W aromatycznym  dymie z jałowca wędzono kiełbasy, szynki, boczek… Oj, czuję ten zapach!
W spiżarni podwieszone pod sufitem czekały na degustację nawet kilka miesięcy. Kiszona kapusta, ogórki trzymane były w stawach przez całą zimę. Dzisiaj za bardzo się spieszymy nawet z jedzeniem, i jak mamy być zdrowi? Ktoś powie, że to przeszłość, szkoda czasu, komu się chce bawić w takie rzeczy… Może te sposoby są archaiczne, ale zdecydowanie bardziej zdrowe, niż stosowane obecnie.
W naszym zakonnym ogrodzie, w ogródku mojej siostry Hani, i u wielu znajomych i przyjaciół zaczął się ruch na ogrodowych grządkach. Więc będą w miarę zdrowe pomidory, które bez wątpienia są prawdziwym kulinarnym królem. Można z nich zrobić sałatkę, dodać do zup, mięs, ryb. Smakują wyśmienicie nadziewane, duszone, smażone, jako przeciery, pikle, czyli można je robić na tysiące sposobów. A póki co zajadam się suszonymi pomidorami w oleju z ziołami…, ale nie jestem pewna czy nie ma tam chemii /śmiech/



P.S
Nie ma co demonizować, wiem…, ale dieta ma wpływ na to, jak się czujemy, jak pracujemy, a nawet jak wyglądamy. Nigdy nie zwracałam na to zbytniej uwagi, ale teraz... I co by nie powiedzieć, ważne jest jak się odżywiamy. Pojedyncza substancja chemiczna kryjąca się pod literką E i trzema cyframi nie działa na nas szkodliwie, jednak w połączeniu z inną, tworzy związek… Wiadomo, że związki mogą być toksyczne nie tylko te spożywcze /śmiech/! 
Paracelsus powiedział: "Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest, bo to dawka czyni truciznę".  Co Judycie zostało: czekam na pomidory, truskawki, wiśnie, czereśnie… Apetycie nie uciekaj, proszę!!!

sobota, 20 kwietnia 2013

O mnie w fotografii…

Nie wiem czyj to pomysł, ale wyczytałam o nim u Jo…, która zaprosiła do zabawy chętnych…
Jest siedemnaście pytań…



1. Codziennie widzisz: - błękit nieba....



                             2. Ubranie w którym mieszkasz: - czas...




 3. Ulubiona pora dnia: - poranki...




 4. Coś nowego: - chustka na głowę...







5. Właśnie tęsknisz za: -  za tym, co jest niewidoczne za horyzontem...





 6. Piosenka, która chodzi Ci po głowie: - "Nie dokazuj…" Grechuty. Nie dokazuj miła, nie dokazuj przecież nie jest z Ciebie taki cud, nie od razu stopisz serca mego lód…




7. Nagłówek Twojego tygodnia: - Wiosna, ach to TY… 







8. Najlepszy moment tygodnia: - każdy dzień tygodnia: herbatka...




 z owsianym ciasteczkiem... bez cukru...




9. Kim chciałeś być jako dziecko: - kimś kto nosi mundur czyli: policjantka lub żołnierzem… I noszę "mundur"/śmiech/! Dziecięce marzenie niezrealizowane do dzisiaj: mieć pod opieką lwa...






  10. Nie roztajesz się z: - sama ze sobą i różańcem...






11. Co można znaleźć na Twojej liście marzeń: - oj, dużo tych marzeń… 
śniadanie o poranku na tarasie…





12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia: - brzeg oceanu...





13. Coś, co robisz cały czas: -  świecę... /śmiech/





 14. Zdjęcie tygodnia: - łabędzie...  








 15. Ulubione słowo, wyrażenie: - nieprawdaż...,



ze piękne te gloriozy!




 16. Najlepszy moment roku: - leniuchowanie nad jeziorem...





              
                  17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić:
                                                        - Marysia i inni bliscy memu sercu...







Zapraszam do zabawy /bez przymusu/
 Maszka tu Maszka tam,
 Grażynę z Wenezueli, 
Krzysztofa – Caddi,
 Jagodę,
 The Dark Passenger,
Zielona Natka,
Moja fotografia,
 Przyszpilone chwile,
 Manitou,
 Osska…
  
I wszystkich chętnych.



P.S
Lenię się po kolejnej już siódmej chemii… a za oknem życie!
I zastanawiam się czy ta chemia na mnie działa! Koniecznie muszę zapytać Dr.K… Dziwna rzecz jestem spokojna... oprócz pytania: czy działa /śmiech/!
Tomasz Mann napisał, że choroba daje wolność… "I to w różnych aspektach, nawet takim praktycznym, bo jak jestem chora, to nie muszę spotkać się z kimś, kogo nie lubię, albo robić tego, czego nie lubię. Jestem chora i mam nagle jakieś szczególne prawa… Trzeba to wykorzystać… Trzeba jeszcze posprzątać, uporządkować rachunki i mieć na uwadze wyczucie proporcji… "/ K. Kofta/



czwartek, 18 kwietnia 2013

O staniu na jednej nodze...



 Pewien człowiek udał się do słynącego z wielkiej mądrości króla i zapytał: - Panie, powiedz, proszę, czy w życiu istnieje wolność?
 – Oczywiście – odpowiedział król.
 – Ile masz nóg?
 Człowiek popatrzył na niego, zdziwiony pytaniem. – Dwie, mój Panie.
 – A zdolny jesteś stać na jednej nodze? 
 - Oczywiście.
 – Spróbuj więc. Zdecyduj na jakiej.
 Człowiek zastanawiał się przez chwilę, po czym podniósł do góry lewą nogę, opierając cały ciężar ciała na prawej.
 – Dobrze – stwierdził król. 
– A teraz podnieś również tę drugą. 
– Jakże to? To niemożliwe, mój Panie!
 – Widzisz? To jest wolność. 
Jesteś wolny, ale tylko wtedy, gdy podejmujesz pierwszą decyzję. Potem to już nie.
      
                                                                   /opowieść z Azji wg.Terzaniego/



O wolności powiedziano i napisano nie jedną rzecz...
 Tak naprawdę człowiekowi jest dana władza tylko nad samym sobą, ale w jakim stopniu można być wolnym, będąc więźniem własnego ciała...?






P.S
I tak sobie myślę, że z chwilą pojawienia się na świecie mamy zawsze jakiś wybór i zgadzam się z osobą, która napisała: „Wolność polega na tym, aby śmiało rozpatrywać każdą sytuację w jaką wpakuje nas życie i brać na siebie wszelką wynikłą stąd odpowiedzialność”. 
„Wolność jest jak powietrze na szczycie góry. I jedno, i drugie – nie do zniesienia u słabych...”.
I chyba jest coś z prawdy w tych słowach... Jesteś wolny, ale tylko wtedy, gdy podejmujesz pierwszą decyzję... 
Za dużo myślę ostatnimi czasy, nie rozumie tak wielu spraw, a tak chciałabym zrozumieć, pojąć i mieć odpowiedź na wszystkie pytania… Nie możliwe… wiem, ale pogadać sobie muszę /śmiech/!!! 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

O filmie "Cristiada"...

Spłakałam się jak bóbr na tym filmie…
 Nie zdziwił mnie fakt, że po projekcji filmu nikt nie ruszył się z miejsca. Widzowie, a było ich bardzo dużo, siedzieli, nikt nic nie mówił…
 Gdy ekran zrobił się czarny powoli wstawali ze swoich miejsc.
 Producent filmu "Cristiada" Pablo Jose Barroso powiedział:
"Żaden z dystrybutorów, mimo, że zwracaliśmy się do dużych i małych firm, nigdy nie wszedł w szczegóły zawartości filmu… Za to stale słyszeliśmy odpowiedź, że "Cristiadę" trudno będzie sprzedać na rynku, że to film niszowy, że może być klapa…”. 
Wydaje się, że głównym powodem nieformalnego bojkotu nie jest wcale strach przed kinową klęską, lecz strach przed treścią filmu.


 Obraz opowiada bowiem o katolickim powstaniu, które wybuchło w 1926 roku w obronie wolności religijnej, było skrywane przez lata, i wstrząsnęło dwudziestowieczną Ameryką.
 Kiedy w lutym 1978 roku do Meksyku ze swą pierwszą zagraniczną pielgrzymką przyleciał Jan Paweł II, episkopat musiał zapłacić za niego grzywnę, gdyż Papież pojawił się publicznie w niedozwolonym stroju, czyli w sutannie…/G.Górny/
 Podczas czteroletniej wojny, zwaną La Cristiada, wiele tysięcy istnień ludzkich poniosło śmierć.
 Jedni przy wtórze skandowanego hasła Viva el Demonio!
 Drudzy Viva Cristo Rey! 


I jeśli Pana Boga nie ma, to po co była ta wojna?
 To, co stało się w Meksyku, może stać się i teraz w każdym rejonie naszego świata…
 Moja Mama powiedziała do mnie przed moim wyjazdem do klasztoru
- zostań, jak coś się stanie pierwszą ciebie zabiją… 
To było tyle lat temu, nie wiedziałam, co Mama miała wtedy na myśli… Dzisiaj już wiem.
 Nie wiem tylko czy byłabym tak odważna, jak niezwykły nastolatek Jose /jeden z głównych bohaterów/, który swoją postawą pokazuje,
 że wiara i odwaga mogą narodzić się nawet wtedy, gdy już nie można liczyć na sprawiedliwość…


 Jak bardzo ważne są nasze wybory, postawy.
 Nie zdajemy sobie często sprawy, jak wpływają one na tych,
 którzy znajdują się wokół nas… 


niedziela, 14 kwietnia 2013

O długowieczności raz jeszcze...

Tym razem o długowiecznej roślinie, którą można spotkać
 na pustyni  Namib.
 Welwiczja, jest najdłużej żyjącą rośliną na ziemi i uważana jest za jedną z najdziwniejszych roślin znanych współcześnie na niebieskiej planecie. Najstarsze okazy mają po 2000 tysiące lat.
 Welwiczja rośnie bardzo wolno i jest doskonale przystosowana do warunków pustynnych o terenie kamienistym.
 Przypomina bardzo niskie drzewo o grubej korze. 
Korzenie sięgają na głębokość 30 metrów.
 Pień jest bardzo krótki, z którego wyrastają dwa liście, pękające następnie na podłużne pasy. Rozłożyste liście rozkładają się na powierzchni gruntu, sprawiając, że roślina wygląda jak gigantyczna ośmiornica.



 Liście nigdy nie odpadają żyją wraz z całą rośliną i rozkładają się na szerokość do 3 metrów. Czas i wiatr strzepią jedynie końce liści, które odrastają do 20 cm rocznie. Welwiczja potrafi przeżyć kilka miesięcy bez wody oraz wchłaniać poranną wilgoć z powietrza dzięki milionom mikroskopijnych porów, które zamykają się na dzień. I co ciekawe płeć rośliny możemy rozpoznać po kwiatach czyli kwiaty żeńskie i męskie występują na osobnych roślinach i jak zwykle jest na co popatrzeć... Kwiaty żeńskie przypominają fioletowe szyszki,

Plik:Welwitschia-bug Probergrothius-angolensis.jpg

 a męskie są w kształcie  czerwonych gwiazdek.

Plik:Welwitschia 469-33.jpg

 Dojrzałe nasiona  roznoszone są przez wiatr i zachowują żywotność co najmniej 2000 lat! Namibijczycy nazwali imieniem tej rośliny Jumbo Jeta w Air Namibia i przyjęli ją za symbol swojego kraju.



P.S
I nie ma co porównywać naszego ludzkiego życia z długowieczną Welwiczją..
A nasiona... Hmm, mogą sobie leżeć w piasku 2000 tysiące lat, tak po prostu... Jednak nie chciałabym być długowieczną Welwiczją, zdecydowanie nie! Tak samotnie na pustyni… Patrząc na Welwiczję ma się wrażenie, ze na tej pustyni jest jej bardzo dobrze…
To ogromnie ułatwia wybór, gdy wszystko jest jednakowe… a z drugiej strony można powiedzieć, że najciężej w życiu ma ten kto usiłuje uniknąć trudności…

środa, 10 kwietnia 2013

O tańcu nad wodą...


O tańcu nie da się pisać, taniec trzeba tańczyć…
 I wtedy podczas tańca, któremu oddajemy się z radością, umysł traci swoją zdolność kontroli, a ciałem lub skrzydłami zaczyna kierować serce…  Nad głową błękit, a w uszach szum wiatru i fal…
 I jak nie powiedzieć z uśmiechem na ustach i w oczach, że warto dla takich chwil żyć!











  W życiu, czasem dochodzimy do momentu, w którym robi się tak źle, że można uczynić tylko jedno z dwojga: śmiać się albo oszaleć. 
  Dzisiaj trzecią możliwością jest taniec.
   Tak podobno powiedział Nietzsche.
 Skąd on to wiedział… Tańczył?

  



P.S
Cóż, taniec mew uratował mnie dzisiaj przed… szaleństwem /śmiech/!
W życiu, jak w tańcu każdy krok ma znaczenie i trzeba uważać jak się tańczy, bo życiowy parkiet bywa często bardzo śliski…
Pomimo wszystko koniecznie trzeba umieć tańczyć!
"Człowieku, ucz się tańczyć, bo cóż będą z Tobą robić Aniołowie w niebie”.
/św.Augustyn/

wtorek, 9 kwietnia 2013

O pozorach...

 i co powiecie...?
 Pozory mylą...? Nigdy nie wiadomo tak do końca, co jest pod powierzchnią...
 Cóż, „każde spojrzenie jest odmienne, wyróżniające się głębią spoglądających oczu”... /LiaMort/
 Nie ma co oceniać po pozorach, bo może nas ominąć wielkie szczęście lub nieszczęście...

 "Ale i tej sztuki trzeba się nauczyć:
 mieć skorupę, piękny pozór i mądrą ślepotę…"
    Czyżby…???

http://m.ocdn.eu/_m/e28cb0b24d05b6bbf182bdab762dfb84,0,61.jpg

                                                                                                 /zdjecie - internet/



P.S
„W głębi duszy zdajemy sobie sprawę z własnej głupoty, a poświęcamy zbyt wiele czasu albo na ukrywanie tego, albo na udowadnianie,
głównie sobie, że tak nie jest...”/J.Carroll/
W takim stanie ducha nie jesteśmy zdolni odkryć tego, co zakryte przed naszymi oczami....
A świat dzisiejszy... „Żyjemy w czasach, w których bardziej wierzy się pozorom niż prawdzie uczuć duszy ludzkiej...” /M.Gogol/



piątek, 5 kwietnia 2013

O długowieczności...

Wszystko przemija... My niestety też...
 Ludzie od zawsze poszukują recepty na długowieczność.
 Mówią, że na długowieczność mają wpływ uwarunkowania
 genetyczne, styl życia w szerokim tego słowa znaczeniu, a także część świat, w której przyszło nam żyć...
A krotko mowiac, nasza długowieczność czy jej brak, to efekt eksploatacji naszego organizmu, rozsądnego gospodarowania zasobami naszej duszy, ciała i umysłu.
 Aby dożyć setki nie najważniejsza jest dieta, ale nasze usposobienie i stosunek do ludzi i świata.
 Taki stres na przykład, zatruwa nasze zdrowie i dodaje nam lat.
 Bez dwóch zdań, to właśnie my mamy wpływ na to, jak często się uśmiechamy, w jaki sposób traktujemy innych i jaki mamy charakter... Uśmiech, to najpiękniejsza, nie znająca granic mowa świata i można nim się posługiwać we wszystkich zakątkach świata i wszędzie cie zrozumieją, bo wszyscy ludzie potrafią się uśmiechać...


 A nasze zniechęcenie i znudzenie życiem, to dopiero przydaje nam lat!  Co by nie powiedzieć trzeba dbać o psychikę.
 Najlepiej mieć zawsze pozytywne podejście do życia i nie martwić się na przyszłość...

”Co jest najśmieszniejsze w ludziach: zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją tak, jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.” /P.Coelho/



P.S 
Ktos napisał, że ci którzy chcą żyć długo, zdrowo i szczęśliwie, powinni w pierwszej kolejności znaleźć sobie grupę przyjaciół i kandydata na małżonka oraz kupić sobie...psa!
Według tej tezy długo nie pożyję, bo nie mam męża /i nie zanosi się/ i o psie /własnym/ nawet nie mam co marzyć /śmiech/!
Sposób, w jaki  starzejemy się po osiemdziesiątce, jest związany z trybem życia, jaki prowadziliśmy do 50 roku życia...
Wiec, proszę uważajcie! 
Nigdy nie jest za późno na zmianę stylu życia... byle tylko zdążyć, nieprawdaż? 

wtorek, 2 kwietnia 2013

O pomiędzy słowami…

Judyto, ale świetnie wyglądasz...!
  Kasiu, ale ja nie choruję na... wygląd!





Siedzę przed doktorem K, który uśmiecha się do mnie pod wąsem...
 – Siostro Judyto, jak się czujemy po kolejnej chemii?
 – Nie jest źle, ale jak przekraczam wrota chemioterapii, to zdecydowanie moje ciśnienie więcej niż trzeba wzrasta...
 Pan K. znacząco na mnie patrzy i mówi:
 - mnie także!

 I pomyślałam, cóz, ja jestem w tym przybytku raz na trzy tygodnie, a On prawie codziennie... Zaczęłam martwić się o Jego ciśnienie, bo jak mu zaszwankuje, to szkoda byłoby nie spotkać pana K...
         ... taki przystojny. /śmiech/!



O czym rozmawia się czekając na badania krwi, w kolejce do lekarza…
  - Siostro, jak na ciebie patrzę to widzę moją kuzynkę…
 - O, miło mi, a ile lat ma kuzynka?
 – Siedemdziesiąt!
 Kilka chwil później inna koleżanka:
 - Judytko, myślę, że wszystkie Judyty mają coś wspólnego! Jak cię słucham i patrzę na ciebie, to jakbym moją córkę Judytę widziała!
 – Córka studiuje?
 – Nie, ona ma dopiero pięć lata!

 Hmm, nie wiem, jak dalej będzie… ta chemia cuda robi /śmiech/




 Razu jednego pojawił się nowy pacjent pan J.
Od pierwszego spojrzenia przypadł mi do gustu. Radosny, pełen humoru, jak znalazł, aby rozweselić choć trochę towarzystwo na chemioterapii.
 I nie wiem dlaczego w kolejce do różnych drzwi jesteśmy od pewnego czasu obok siebie więc rozmawiamy sobie o życiu i śmierci...
- Cieszę się, że jest pan między nami! Tyle radości w panu! 
Pan J. nachyla się do mojego ucha i szeptem mówi:
 - Siostro, widać, że nie znasz mężczyzn… 
Spoglądam na niego marszcząc czoło i milczę… 
- Wiesz, teraz mnie nic nie boli…, ale jak zacznie boleć, to z mojego humoru zostanie tylko szary dym, mówię tobie… 
I jak sobie o tym pomyślę, to się boję…, ale wiesz dopóki chory oddycha jest nadzieja na wszystko!

 - Hmm, może tak źle nie będzie, póki co radujmy się!   






P.S
Ten mój rak pokazuje mi codziennie skrawki błękitnego nieba, na które do tej pory nie zwracałam najmniejszej uwagi i nie unosiłam tak często, jak teraz, głowy do góry…