niedziela, 30 marca 2014

Meta...

Pewien człowiek po śmierci dotarł przed oblicze Boga. Pan Bóg przyjął go uśmiechając się, ale równocześnie bardzo uważnie spoglądał poza przybyłego.
Uśmiech Boga zabarwił się melancholią. Spytał wówczas człowieka:
- Ale... dodarłeś tu samotnie.





P.S
Moja meta jest bliżej niż myślałam. I znów Pan Bóg mnie zaskoczył i wszystkich, którym jestem bliska. Mam metę czyli przerzut, który zaskoczył przede wszystkim prowadzących lekarzy... Herceptyna nie zadziałałała. Nie zostało zakończone pierwsze leczenie..., i zostało kilka dni temu przerwane, bo NIC już nie pomoże. Prawdopodobnie jest więcej niż jedna meta. Jestem w trakcie badań. Ta, która przybliża nieuchronnie dojście do ostatniej mojej mety, to przerzut do kości w kilku miejscach. W styczniu miałam scyntygrafie kości. Kości były czyste. Od miesiąca czułam się słabo. Siostry stwierdziły, że mam za duże tempo pracy, zaangażowania, ale nic nie zaszkodzi zrobić następną scyntygrafie... Po dwóch miesiącach od pierwszej scyntygrafii jest kilka przerzutów w kościach.  3 kwietnia mam pierwsze naświetlanie, które jest leczeniem paliatywnym. Następne naświetlania, lekarstwa i przepisane środki przeciwbólowe także są po to, aby przyczynić się do tego, aby mniej bolało. Rok temu z kawałkiem musiałam zmienić tryb mojego życia... Od kilku dni wiem, że muszę, a właściwie zostałam ograniczona przez siły wyższe, do stąpania po ziemi z większą uwagą, aby czegoś sobie nie złamać. Jadąc samochodem po usłyszeniu i wytyczeniu nowej drogi życia pomyślałam: ile było modlitw w mojej intencji, tłum ludzi wstawiał się za mnie...,
i otrzymali INNI /śmiech/!!! Nie zazdroszczę, a wręcz cieszę się, że na coś się jeszcze przydaję. Przeze mnie inni uleczyli swoje dusze i ciało, mam taką nadzieję. Na marginesie ciała i duszy... Zdrowie nie jest najważniejsze!!! Wiosna, wszystko wskazuje, że moja ostatnia będzie tą najpiękniejszą i tylko o jedno proszę, abym do końca była w miarę sprawna, aby nie zabrakło mi radości życia, humoru. Przyjechały wczoraj moje rocznikowe. Moje słabości nie pozwoliły, abym do końca uczestniczyła w rozmowach niedokończonych /śmiech/. Radosne rozmowy, śmiech, który dochodził do mojej samotni był bardzo miły dla mojego ucha!!! Dobrze, że życie Żyje swoim życiem, dodaje mi to skrzydeł! Cieszę się, że skończyłam redagowanie mojego pierwszego i... ostatniego kalendarza misyjnego na 2015, który jest już w druku.
Muszę, chcę jeszcze skończyć stronę misyjna naszego Centrum Misyjnego, myślę, że dam radę.... Póki co polecam się Waszej modlitwie i zapewniam, że będę jeszcze pisać o życiu i śmierci /śmiech/, pa!
I żeby do końca chciało mi się CHCIEĆ!!!!




/pierwsze tulipany, które dostałam na moje nowe chorowanie. Dlaczego tulipany? Tulipan tuli panny, a teraz potrzeba mi tego więcej niż do tej pory...
 Dlaczego żółte, bo to najpiękniejszy kolor! Ech życie, nic nie żal, a jednak żal.../

poniedziałek, 24 marca 2014

O sukience...

Marysia, która jest żoną, mamą, teściową i od kilku lat umiłowaną babcią, wybrała się na zakupy. Wróciła zadowolona i widać było gołym okiem, że kupiła coś, co nie było w planie zakupów. Męska część rodziny spoglądała na żonę, mamę i babcię z niecierpliwością i ciekawością, co kupiła tym razem kobieta umiłowana. Po krótkim namyśle pokazała z błyskiem w oku swój nowy zakup: sukienkę. Mężczyzni patrzyli na sukienkę jak zaczarowani i milcząc uśmiechali się pod nosem.
– Nie mogłam przejść obojętnie obok tej sukienki, szukałam od dawna tego fasonu i koloru!  Syn zebrał się na odwagę i powiedział...
– Mamo, fason, kolor niczego sobie, ale nie powiesz nam, że chcesz ją na siebie włożyć... Przecież nosisz 42 i więcej! Ta sukienka, jak na moje oko, jest o wiele mniejsza i będzie w sam raz na moją Hanię!
- Synu, ja zamierzam zrzucić trochę kilogramów! Do Świąt Wielkanocnych będę już w sam raz, aby ją założyć! Wiosna idzie, dam radę!!!
Jeszcze nowy kapelusz trzeba kupić... 







P.S
Historia prawdziwa, wydarzyła się kilka dni temu... Buty kupiłam za małe, ale sukienki o dwa numery za małej nie kupiłam... 

piątek, 21 marca 2014

O trzech krzyżach...

Na Golgocie stały trzy krzyże... Pierwszy krzyż, to krzyż człowieka zbuntowanego. Zbuntował się przeciwko władzy i ta władza go ukarała. A teraz buntuje się przeciwko Bogu. Woła z tego krzyża: „Jeżeli jesteś Chrystusem, spraw, abym zstąpił z krzyża”. Mogłeś uzdrawiać, mogłeś wskrzeszać, mogłeś uciszać burzę na morze, dlaczego nie możesz zrobić tego, abym zstąpił z tego krzyża?
 Jest to postawa człowieka, który się przeciwko krzyżowi buntuje. Każdy z nas ma w sobie coś z zbuntowanego złoczyńcy. Z drugiej strony krzyża Chrystusa wisi inny człowiek.
 Ten modli się, prosi Boga o przebaczenie. Otrzymuje obietnicę: „Dzisiaj będziesz ze mną w raju”. Ten krzyż, na którym zawisł, czegoś go nauczył, zmienił go.
  Czego go nauczył? Jak go zmienił? Ten człowiek był złoczyńcą, był buntownikiem.
 Być może wydawało mu się, że jest mocny, silny, że włada bronią tak dobrze, iż jest niezwyciężony. Ale krzyż nauczył go pokory. Cierpienie nauczyło go rozumieć, że jest tylko człowiekiem. I być może w nas także jest taki krzyż: krzyż, który uczy nas pokory. Uczy nas tej wielkiej prawdy, że nasze siły są skończone, ograniczone, że jesteśmy
 tylko ludźmi. Być może nam także  potrzebny jest krzyż po to,
 abyśmy zrozumieli prawdę o sobie...
 Ale te dwa krzyże to nie jest jeszcze ten krzyż najważniejszy – krzyż Chrystusowy. Zobaczmy, co się dzieje na tym krzyżu. Słychać głos. Głos, który – jeśli go dobrze zrozumieć – budzi grozę i trwogę. Na tym krzyżu słychać: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”. Jeszcze przed chwilą, przed paroma godzinami, paroma dniami, modlił się ten Człowiek do Boga, prosząc: daj mi świadectwo, potwierdź moje przesłanie. Na Górze Przemienienia Apostołowie słyszeli: „ Ten jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie”.
 A teraz słychać: „Boże, mój Boże czemuś mnie opuścił?”. Ten krzyż jest krzyżem, z którego płynie w pewnym momencie rozpacz. Jakby wszystko zostało stracone, jakby wszystko zostało przekreślone. Z tego krzyża słychać głos rozpaczy. Ale za chwilę odzywa się inny głos i mówi:
 „W ręce Twoje oddaje ducha mego”.
  Jak gdyby rozpacz została przezwyciężona. Przyszła nadzieja. Ten krzyż stał się krzyżem nadziei. Uczy nas o zbawieniu. Uczy nas tego, jakimi drogami chodzi 
po świecie zbawienie.  Każdy człowiek, każdy z nas, ma w swojej duszy te trzy krzyże.
 Te trzy krzyże są człowiekowi potrzebne, ażeby nauczyły go dróg zbawienia.
 Jest w duszy człowieka ten krzyż, który powoduje, że człowiek buntuje się przeciwko Bogu, przeciwko światu.  I jest w duszy człowieka ten krzyż, który uczy człowieka pokory, prawdy o sobie. I jest w duszy człowieka ten trzeci krzyż, krzyż, z którego ma na człowieka spłynąć nadzieja. To jest bardzo ważna sprawa, bo każdy człowiek niesie na swoich plecach jakiś krzyż.
 Człowiek powinien zrozumieć sens tego krzyża.
 Może to jest ten pierwszy krzyż: krzyż zbuntowanego złoczyńcy. Tragedią tego krzyża jest to, że rodzi wciąż nowe krzyże. Zbuntowany złoczyńca chce się pozbyć krzyża, a w gruncie rzeczy dzieje się coś przeciwnego: zrzuca jeden krzyż, a na jego miejsce przychodzi drugi, trzeci, dziesiąty. I tak jest czasem w życiu człowieka, że chce się pozbyć jednego krzyża, buntuje się przeciwko temu jednemu krzyżowi, a w zamian przychodzi na niego dziesięć krzyży jeszcze cięższych.
 Znaczy to, że nie zrozumiał sensu krzyża, że jest jak ten łotr, który chcąc się z krzyża wyzwolić, mnoży sobie krzyże na plecach. 
 Ale jest w twoim życiu może także ten drugi krzyż: ten krzyż, który ma cię nauczyć prawdy o sobie. Jesteś tylko człowiekiem. Jesteś tym kim jesteś. Masz dwie ręce, dwie nogi, masz dwoje uszu i dwoje oczu. Jedni widzą lepiej, drudzy gorzej. Jedni słyszą lepiej, drudzy gorzej. Jedni chodzą szybciej, drudzy wolniej. Człowiek nie przeskoczy samego siebie – jest, jaki jest. Dlatego nie powinien udawać kogoś, kim nie jest.
Ten łotr udawał kogoś, kim nie był, i to go zaprowadziło na krzyż.
 Ale na krzyżu odkrył prawde o sobie. Krzyż stał się dla niego wielką szkołą prawdy.
 Więc może ten twój krzyż jest także dla ciebie szkołą prawdy. Ucz się zatem tej prawdy o sobie, a im prędzej się nauczysz, tym mniejszy będzie ten drugi krzyż. 
I wreszcie jest ten trzeci krzyż: krzyż Chrystusowy. Ten krzyż, o którym Ewangelia mówi, że z niego „płynie zbawienie” na świat. Bo „nie przyszedł Bóg na świat po to, ażeby  świat potępić, ale po to, aby go zbawić”. I ty także nie przyszedłeś na świat po to, ażeby świat potępić, ale po to, aby go zbawiać. Aby niosąc swój krzyż, przyczyniać się do zbawienia świata. Cóż ci powiedzieć o trzecim krzyżu? Ten trzeci krzyż jest wielką tajemnicą. 
Jest to ogromna tajemnica. Można powiedzieć o nim tylko tyle, że tego trzeciego krzyża nie niesiesz sam, ale niesiesz go z Chrystusem. Że idziesz z tym krzyżem drogą, którą już Chrystus przeszedł. Nie jesteś sam.  Niesiesz krzyż. Zapytaj: z kim go niesiesz? Z łotrem zbuntowanym? Ze złoczyńcą nawróconym? Czy z Jezusem Chrystusem. 

                               /Fragmenty refleksji ks. Tischnera o ukrzyżowaniu/



P.S
„Na Golgocie były trzy krzyże, a wśród tych trzech krzyży jedynie z jednego krzyża płynęło na świat zbawienie. Jak z tego widać, krzyż krzyżowi nierówny. Jeśli można powiedzieć, że każdy człowiek jest w życiu krzyżowany na jakimś krzyżu, to trzeba zapytać na jakim krzyżu jest się krzyżowanym”.                



środa, 19 marca 2014

O postanowieniach…

Pewien chłopiec zapisywał swoje postanowienia, pochylony nad stołem, podczas gdy jego matka prasowała bieliznę. „Jeżeli zobaczę kogoś, kto się topi”, pisał chłopak, „natychmiast rzucę się do wody na ratunek. Jeżeli palić się będzie dom, będę ratować dzieci. W czasie trzęsienia ziemi, bez lęku pójdę pomiędzy walące się domy, by ratować ludzi. Potem poświęcę całe moje życie biednym świata”. W pewnej chwili usłyszał głos mamy: - Synku, proszę cię, zejdź na dół do sklepu i kup trochę chleba.
– Mamusiu, nie widzisz, że pada? – spytał z wyrzutem.







P.S
Ile już było takich „chciałbym” w naszym życiu... Dwunastoletnia dziewczynka napisała w swoim dzienniczku:”Jesteśmy ludźmi przyszłości, to my musimy ulepszać sytuacje. Najgorszą rzeczą jest nie robić nic i patrzeć, jak ten biedny świat się rozpada.
Wołamy: niech żyje pokój, a prowadzimy wojnę. Powtarzamy: precz z narkotykami, a zwiększamy handel nimi. Głosimy: dość terroryzmu, a zabijamy sprawiedliwych.
A przecież nie jest postanowione, że nie można skończyć z tym wszystkim. Chciałabym ci powiedzieć: jeżeli jesteś smutny z powodu nienawiści w świecie, nie płacz i nie trać nadziei, ale zrób coś, nawet coś małego!”
Ja mam jedno małe postanowienie: zdecydowanie więcej się uśmiechać i nie narzekać!

poniedziałek, 17 marca 2014

O życiu z przedszkola….

Do przedszkola na spotkanie, rozmowę z dziećmi przyszedł policjant. Młody człowiek, który nie miał styczności z dziećmi w tym wieku. Na podwórko wjechał radiowozem. Dzieci się rozsiadły i czekają na słowa gościa. Stremowany, czerwony, przerażony powiedział: witam was wszystkich! Czy wiecie co to za samochód? Na to rezolutny czterolatek znudzonym głosem: -  tak, polonez Caro. Mina policjanta została w oczach do dzisiaj...





Do przedszkola przyszedł tatuś chorej dziewczynki. Do wychowawczyni podchodzi dyżurne dziecko i oznajmia: - Tam woła panią człowiek!




Dzieci rysowały swoją rodzinę. Jedna dziewczynka narysowała tylko siebie.
– Dlaczego nie narysowałaś ani mamy, ani taty, ani rodzeństwa? Pyta zatroskana wychowawczyni.  
– Bo narysowałam się tak szeroko, że mi brało miejsca!







Pawełek lubi sobie dobrze zjeść. Zjadł śniadanie, wstał od stołu, poklepał się po brzuszku i powiedział: No! Teraz jest wszystko w porządku!











Zabawa w pająka i muchy. Pan mówi do dzieci: - Ja będę pająkiem, a wy muchami.
Jak wyjdę na łowy muchy chowają się i zamierają w bezruchu. Pająk czyli Pani Ewa wychodzi z ukrycia. Wszystkie dzieci nawet nie drgną, tylko na środku Pawełek obserwuje panią pająk. Pająk szepce do Pawełka: - Chowaj się, jestem pająkiem! Pawełek na to, głośno: Pani Ewa pif-paf- nie żyjesz!





- Proszę pani idę dzisiaj do okulisty.
- Tak, a co się stało?
- Palec mnie boli.
- Tak? 
- I okulista przepisze mi okulary dla dzieci...





Szymon wielokrotnie w ciągu dnia podchodzi do swojej pani i „zamęcza” ją rozmowami, pytaniami... W końcu zniecierpliwiona Pani mówi do niego: - Szymon, idź do kolegów i z nimi porozmawiaj!
Szymon na to : - Czasami warto mądrego posłuchać!






Dzieci z grupy 5 - latków zorganizowały wesele. Dziewczynka-ksiądz udzielając ślubu prosi o powtarzanie przysięgi: -  Będę cię kochała do końca życia i prała skarpetki.
Panna młoda w krzyk: -Nie!!! 







P.S
Zdjęcia z naszego przedszkola w Kamerunie /Doume/, które powstało dzięki pomocy naszych Dobrodziejów ze całego świata.


piątek, 14 marca 2014

O wojnie...

Wojna jest owocem ludzkiej głupoty i trwa od czasu Adama i Ewy. Dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny. Z jakiego powodu powstają konflikty wojenne
 w wielkich mocarstwach, w rodzinach, pomiędzy sąsiadami...?
 Tylko z jednego powodu. Kto tu jest najważniejszy, najmądrzejszy, kto ma odpowiedź na wszystkie pytania, kto posiadł wszelką wiedzę ...JA!!!!
 Chorzy jesteśmy na wyjątkowość, JA jestem wyjątkowy!
 I nic nie rozumiemy, bo ciągle zajęci jesteśmy kłótniami o swoją wielkość, nieomylność w sprawach życia i śmierci, o swoją prawdę i rację!  
 Gdyby wszyscy chcieli być sługami nie byłoby wojen. Wszystkie wojny są wojnami domowymi, bo wszyscy ludzie są braćmi i problemem naszego wieku nie jest bomba atomowa, lecz serce człowieka. Prostoty serca i pokory nam potrzeba.
 Pokora to nie zginanie głowy przed wyższym, ale przed niższym.
 I co z tego, że można wygrać wojnę z całym światem, a ze sobą przegrać jedną bitwę
 - i ponieść całkowitą klęsk...

wiedzma_wojny

P.S
Wojna zaczyna się, kiedy ktoś chce, ale nie kończy się się, kiedy prosisz...
Dlaczego tak bezsilni jesteśmy i dajemy się wciągnąć w wojnę, która jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami...
Kadr z filmu „Wiedźma wojny”... O czym jest ten film...? Na to pytanie musicie sobie 
odpowiedzieć sami... Wojna uderza zawsze w tych, którzy z jej rozpoczęciem nie mieli nic wspólnego. Boję się, że nastanie epoka, w której nawet miłość nie będzie mogła wygrać walki z wszechobecną bronią i śmiercią...

wtorek, 11 marca 2014

O oczach…


W oczach tkwi siła duszy... Mądrość ludzi jest szaleństwem w oczach Boga.
 Jeśli posłuchamy głosu dziecka, które mieszka w naszej duszy, oczy nasze znowu nabiorą blasku. A jeśli nie utracimy więzi z tym dzieckiem, to nigdy nie utracimy więzi
 z życiem. /P.Coelho/ Najważniejsze są oczy! 
W nich możemy zobaczyć smutek, radość, ciekawość, złość, miłość... Nie oszukasz nikogo, kto spojrzy w twoje oczy.








P.S
Moja Przyjaciółka często powtarza: każdemu może pomóc przejrzenie się w cudzych oczach i to nie koniecznie olśniewających!!!
I jakże często słyszę: - Judyto, moje oczy nie są olśniewające, ale...
Warto mieć przy sobie takie osoby. Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa! Trzeba patrzeć często w niebo, bo podobno po każdym spojrzeniu w niebo pozostaje w oczach odrobina błękitu....

sobota, 8 marca 2014

O pisaniu na piachu…

« Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesza nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?”. Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi” /J 8, 3-6/
Niezwykły to wyrok.
Sędzia pisze go palcem po piasku... Wystarczy wieczorny wiatr, by wszystko zostało zmazane. Jezus dobrze wie, kim są oskarżyciele...

„ A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić” /J. 8, 7-9/
Po chwili plac już był pusty. Kobieta stała przed Nim sama.


 Gdzież oni są?
 Nikt cię nie potępił?
 Nikt, Panie!
 I Ja cię nie potępiam.
 Idź, a od tej chwili już nie grzesz!

 Wyrok jak wieczorny wiatr, który zmazuje wszystko...






                                                                                                                               /zdjęcie internet/




P.S
Znajdziemy zawsze ludzi, którzy będą wszystko czynić, aby skłonić nas do uwierzenia, że Bóg jest jedynie policjantem, pilnującym nas przez cały dzień i noc. Tak jakby Bóg przez cały dzień i noc pisał i utrwalał wszystko w swojej wielkiej księdze: nasze błędy i nasze grzechy oraz przewinienia, nasze dobre i złe uczynki...

Jedyną księgą, na której Bóg czynił swoje zapisy był piach...

Jeśli zgubiliście coś pośród tego piasku, spróbujcie odnaleźć! Piach jest odporny na wszystko, piach zapomni o wszystkim, piach wszystko wymaże... Na piachu nic nie pozostanie, wszystko zostanie z niego zmazane. /B. Ferrero/

piątek, 7 marca 2014

O recepcie...

Recepta od lekarza, recepta na ciasto, chleb, recepta na życie, chorowanie itp...

„Kilogram cierpliwości, duża łyżka poczucia humoru, serdeczność i otwartość – według uznania; dosłodzić do smaku. Ilość porcji: bez obaw, wystarczy dla wszystkich”.



                                                                            / Bartosz Dubiel/

P.S
Na co jest ta recepta....????
Może macie specjalne, wypróbowane, niezawodne RECEPTY, którymi warto się podzielić...?

wtorek, 4 marca 2014

O afrykańskim spojrzeniu na krzyż…

 ”Podczas dni, w które przyjmujemy chorych, mamy całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu w naszej kaplicy. Zapraszamy wtedy chorych, by każdy właśnie przed Nim szukał swojego uzdrowienia. Większość naszych pacjentów to niekatolicy, ale przychodzą, siadają na posadzce i rozmawiają nawet bardzo głośno z Bogiem. Jedni płaczą, drudzy krzyczą, inni milczą, bo Afrykańczyk jest bardzo swobodny w okazywaniu swych uczuć,  szczególnie na modlitwie. W ostatni poniedziałek przyszedł nasz dobry Przyjaciel, który jest wyznawcą hinduizmu.
Opiekuje się dwiema sierotami, których rodzice zmarli z powodu AIDS, a one same są nosicielami tego wirusa. Biorą regularnie lekarstwa w naszej klinice. Czekając na dzieci poszedł do naszej kaplicy. Siedział tam spokojnie modląc się w milczeniu, z oczami zwróconymi na krzyż. Ludzie mówią, że jest jeden i ten sam Bóg, ale różne religie,
więc mogą modlić się wszędzie. W pewnym momencie młody Hindus podszedł do mnie i zapytał, kto zabił Jezusa? Byłam bardzo zaskoczona pytaniem i nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Widząc jego wzruszenie, nie mogłam uniknąć trudnych słów,  powiedziałam:
- Zabili go ludzie, tacy jak ja, ty i inni.
Wtedy podszedł do krzyża i mocno go przytulił do serca, a potem dodał:
 - Nie znam Go, ale podziwiam, bo moja religia uczyła mnie o wielu bogach, w których wierzę od dziecka. Tego nauczyli mnie moi rodzice. A żaden z nich nie stal się człowiekiem z miłości do mnie i żaden nie oddał życia. Wasz Bóg jest inny, On ukochał was ponad wszystko. Inny Bóg, tak bardzo ludzki i boski. Nie było dane mi Go poznać, ale podziwiam Jego miłość.
Zamilkł znowu na parę minut, a kiedy wychodził wywołam mnie na zewnątrz kaplicy
i rozkazującym głosem powiedział:
- Nie znam Go, ale nie krzyżujcie już więcej Boga, który tak bardzo was ukochał,
nie krzyżujcie ani słowem, ani czynem. Miłości nie można zabić! Ona przetrwa każde cierpienie i śmierć, dlatego jestem pewien, że On żyje, bo miłość nie umiera. Nagle przybiegły jego zaadoptowane dzieci, rzuciły mu się na szyję. Wrócą za miesiąc.
Ja zostałam sama przed krzyżem. Za parę dni Wielki Post – pomyślałam.
Najważniejsze by nie krzyżować, jak powiedział młody hindus, ani słowem, ani czynem, bo można Jezusa zabić ponowie w sercu człowieka XXI wieku. A nasze czyny za życia brzmią echem w wieczności!”

 /Tekst s.Dolores Zook, misjonarka pracująca w Republice Południowej Afryki, jako pielęgniarka/









P.S
Najważniejsze, aby nie krzyżować ani słowem, ani czynem...

niedziela, 2 marca 2014

O konwaliach...

Tydzień temu byłam w Ziębicach. Zaskoczyła mnie tam... wiosna! Kwitną w Ziębicach i okolicznych lasach przebiśniegi, stokrotki, krokusy. Zimy tego roku w tych stronach nie było! Jeden, jedyny raz spadł śnieg, który nie zagrzał miejsca. Forsycje jeszcze chwilę i będą obsypane żółtym kwieciem.  Pamiętam otaczające Ziębice lasy pełne konwalii, które w tym roku zapewne zakwitną wcześniej niż zazwyczaj.
Dawno temu w lesie św. Leonarda w Sussex mieszkał straszny smok. Jak na smoka przystało nawiedzał pobliskie miejscowości, porywał dziewice i czynił wielkie spustoszenie. Ludzie z Sussex i okolic w swoim nieszczęściu mieli obrońcę – św. Leonarda, który był kowalem i mieszkał w lesie. Przez lata było słychać wycie smoka i brzęk stali, kiedy walczyli ze sobą na polanie. Przyszedł czas, że smok został pokonany, ale zginął także Leonard. Od tego czasu nikogo nie ugryzła w lesie żmija. Słowiki śpiewały cichutko, aby nie zakłócić snu świętemu, a jeżeli na ziemię spadły krople krwi dobrego człowieka, wyrastały w tym miejscu konwalie i rosną tam do dnia dzisiejszego. Inna legenda mówi, że konwalia powstała z łez Ewy wygnanej z raju, a jej ludowa nazwa to lanuszka.
Lanuszka wydaje słodki i delikatny zapach. Kwiaty pobudzają do kichania, dlatego dodawane są do tabaki. Dawne wierzenia traktowały konwalię jako znak pomyślności,  szczęścia i młodości. Nie chcę wierzyć, że te piękne rośliny są trujące. Co ciekawe trująca jest również woda, w której stoi. Nie trzeba jechać do Afryki, aby kogoś otruć.
Zjedzenie kilku czerwonych jagód /w jesienią konwalia ma czerwone owoce/ lub wypicie wody z wazonu, w którym stał bukiet śnieżnobiałych konwalii może zakończyć się śmiercią! Zarazem konwalia ma duże właściwości lecznicze... Dziwne rzeczy  można odnaleźć w przyrodzie, oj dziwne!  Niegdyś konwalia licznie występowała w naszych lasach, dzisiaj staje się coraz rzadsza... Mam swoje konwaliowe miejsca i mam nadzieję, że zastanę tam konwalie...




                                                                                      /zdjęcie Bartosz Dubiel/




P.S
Ziębice odwiedziłam po 20 latach... Mój uczeń, którego nie poznałam powiedział:
- Siostro nic się nie zmieniłaś, tak dobrze wyglądasz...
Hmm, więc kto się zestarzał; ja czy mój uczeń /śmiech/?