czwartek, 29 maja 2014

O zdegradowanym kocie….

Mówią, że koty odnajdą drogę do domu nawet z bardzo odległych miejsc. 
Ta kocia tajemnica tkwi w jego dobrej pamięci, świetnych zdolnościach obserwacyjnych oraz znakomitym słuchu...
 Nie wiem jak te kocie zdolności mają się do kota mojej siostry Hani. W okolicy, w której mieszka ludzie często wyrzucają koty, psy z przejeżdżających samochodów.
 Pewnego razu w wiosce pojawił się kot. Nikt do niego się nie przyznawał, a że kot okazał się nad wyraz towarzyski zaskarbił sobie łaski pani sklepowej. Myślę, że kot wybrał sobie panią, a potem ona przygarnęła kota, a właściwie dokarmiała porzuconego kota każdego poranka. Hania robiąc zakupy zwróciła uwagę na niczego sobie kota, który nie miał dachu nad głową, i przygarnęła kocisko.




 Kot nie miał stresu w przystosowaniu się do nowych warunków życia, które okazały się całkiem inne od tych, do których był przyzwyczajony. Gdy tylko zobaczy uchylone drzwi od mieszkania sadowi się na kanapie i uwielbia jeździć samochodem.
 Nie jeden raz goście opuszczając posiadłości Hani zabierali ze sobą kota, który szukał okazji, aby wejść do samochodu. Po dotarciu do domu goście znajdowali w aucie zadowolonego kota i trzeba było raz jeszcze kota do samochodu, i odwieźć go do właścicielki. U Hani kot w domu nie przesiaduje...  





Jego posiadłości to stodoła, kurnik i inne zabudowania gospodarcze, ale o pańskich zwyczajach nie zapomniał, bo zawsze znajdzie okazję, aby choć trochę wyciągnąć się na kanapie lub fotelu. Trochę go rozpieszczam, jak przyjeżdżam do siostry i dbam o to, żeby nie zapomniał pańskich dobrych czasów /śmiech/!





 Choć został zdegradowany do kota podwórzowego nie myśli o powrocie do pańskiego domu... Widać i koty swój rozum mają!





P.S
Kot Kacper jest wyśmienitym łowcą mysz. Może dlatego nie wraca do pańskiego domu, bo odkrył swoje prawdziwe powołanie... Hmm, kto to wie...








poniedziałek, 26 maja 2014

O łóżku na kółkach….

Nie każdy może pochwalić się łóżkiem na kółkach! Mówię Wam to posłanie jest rewelacyjne, ale do uznania tej rewelacji musiałam, jak czereśnie na drzewie lub truskawki na grządce... dojrzeć /śmiech/!
  Wiecie do czego doszłam w moim chorowaniu...
 To ja  muszę wiedzieć czego chcę, nie mogę czekać aż ktoś się czegoś domyśli, bo się nie domyśli, albo zastanawia się jak powiedzieć Judycie, że zmierza ku końcowi, że źle wygląda, że niech lepiej siedzi w domu, a nie marzy o wyjeździe choćby na miesiąc do Afryki, niech odpoczywa każdego dnia, niech je tylko i wyłącznie warzywa, niech pije sok z buraków, niech nie będzie taka zadowolona z życia, bo nie wypada ... itp. 
Więc nie daję się czarować! To ja najlepiej wiem ile mam sił, na co mnie jeszcze stać. Najzabawniejsi są ludzie, którzy za wszelką cenę chcą mnie pocieszyć, którym wydaje się, że wiedzą o chorowaniu wszystko i mają receptę na moje aktualne życie!

  Stwierdziłam, że przydałoby się odpowiednie łóżko, aby pomogło choć trochę mojemu kręgosłupowi...  Sama o nie poprosiłam, ale zastrzegłam, że nie ręczę
 za siebie jak zobaczę łóżko dla paliatywnie chorych w moim pokoju... 
Prosisz i masz! Siostry w kilka dni załatwiły łóżeczko i czekały odpowiedniej chwili, aby postawić owe łóżko w moim pokoju. Chwila sposobna nadeszła, bo Judyta pojechała do Bydgoszczy. W progach domu powitała mnie delegacja /śmiech/ oznajmiając, że łóżko już jest i nastąpi teraz pokaz obsługi... Jak zobaczyłam nowy nabytek do spania miałam fochy po samą brodę! Starałam się bardzo, aby tamy moich oczu nie puściły, bo jak nie zapłakać widząc łóżko medyczne, które jest przeznaczone dla mnie!




 Nic mi nie pasowało, wszystko było nie tak! Siostry zrobiły pokazówkę obsługi, aby tylko mnie rozbawić, ale byłam oporna /śmiech/! Zapowiedziałam przecież, że jak zobaczę to coś w moim pokoju to nie będzie słodko!
 W końcu zostałam sama ze swoim smutkiem i nowym... łóżkiem, bo tak już jest, że w końcu zostajesz sam i musisz uporać się z nową sytuacją po swojemu.
 Przed położeniem się do snu zrobiłam generalne sprzątanie /w środku nocy/ na kolanach oczywiście, bo inaczej już nie mogę, z przystankami, ocieraniem łez! Zmęczyłam się okrutnie, ale gdzieś musiałam wyładować swoją złość na
 TO... łóżko /śmiech/!
 Nowa pościel, nowa piżama... Wzięłam pilocik od mojego nowego nabytku i nastawiłam sobie górę i dół łóżka do swoich potrzeb, i ukokosiłam się na nowym materacu,
 i podumałam jeszcze... „Oj, życie szare i monotonne ile w tobie blasku, żadna godzina nie jest podobna do drugiej... Monotonia znika kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. To, co mam tej godziny nie powtórzy się w godzinie drugiej. Coś nowego będzie mi dane w godzinie drugiej, ale już nie to samo... Czas przychodzi i nigdy nie wraca, co w sobie zawiera nie zmieni się nigdy...”.  Zasnęłam snem sprawiedliwego. 
Rano stwierdziłam, że nie oddam tego łóżka!!!
 Pojechałam także do hospicjum, miałam takie przynaglenie, choć siostry były przeciwne: daj sobie spokój, nie jest jeszcze potrzebne itp. Pani z hospicjum domowego powiedziała, że dobrze zrobiłam, bo trzeba dostarczyć całą dokumentację, która jest potrzebna, aby być na liście. Może nie będę potrzebowała hospicyjnej pielęgniarki i lekarza, ale jakby było trzeba to nikt nie będzie musiał jeździć do Bydgoszczy i szukać odpowiednich podpisów! Śmieją się ze mnie, że nawet w chorobie chcę mieć wszystko poukładane. Nie jest do końca prawdą, że wszystko chcę zaplanować, bo wiem, że życie zaskakuje i z tego zaskakiwania nie chcę zrezygnować, bo dodaje ono życiu blasku! 



                                                    / aktualna moja podobizna/

Bardziej martwię się o moich najbliższych, bo trudno jest mówić zdrowym, którzy nie wiedzą często, co i jak powiedzieć, że czas na medyczne łóżko, hospicjum czy inne sprawy. To jest trudna kwestia i dlatego uważam, że trzeba pomóc zdrowym oswoić się z nową sytuacją, aby tego chorego nie przyprawić o palpitację serca i czasem przyśpieszyć i tak nadchodzącego czasu odejścia.
 Moja choroba i ludzie obok są moją nową misją i w dużej mierze moje chorowanie będzie takie, jakim chce, aby było.




P.S
Trzeba mieć plany na 1000 lat i jeśli przychodzi coś, co przerasta moje siły, nie myślę
o tym i nie rozbieram na części, ale uciekam się do Serca Jezusa i mówię Mu tylko jedno słowo: Ty wszystko możesz...
Kończę dziewiąty tydzień chemii. Przede mną kolejne badania, które mają stwierdzić w jakim stadium choroby się znajduję. Co mogę powiedzieć o moim samopoczuciu... Lekarka, która widziała mnie pierwszy raz po zapoznaniu się z moim przypadkiem powiedziała:
 - Gdybym nie wiedziała z dokumentacji w jakim siostra jest stanie nie powiedziałaby, patrząc na siostrę, że jest chora. Dla mnie to jest cud. Proszę mi jeszcze powiedzieć, co siostrę trzyma przy życiu?
 - Nic - odpowiedziałam.
 - To dlatego tak siostra wygląda!
Nie lubię gdy ktoś mnie czaruje /śmiech/ więc dodałam: 
- Wie pani dobrze, że dzisiaj wyglądam kwitnąco na to wszystko, co w sobie mam, ale jutro może być całkiem inaczej... 
– Może tak być... - odpowiedziała.




Jak długo będę w dobrej formie, nie wiem, ani się o to pytam. Wiem, że obecnie czuję się dobrze, co pozwala mi pracować, cieszyć się tym, co jest, przyszłość do mnie nie należy. Do mnie należy tylko DZISIAJ!

piątek, 23 maja 2014

O pomarańczowym słońcu...

Kto z Was nie lubi patrzeć na zachodzące słońce... Mały Książę powiedział:
 Wiesz, gdy jest bardzo smutno to kocha się zachody słońca... 





Wiele lat temu pewien misjonarz wraz ze swoim afrykańskim przewodnikiem przeprawiał się przez góry, aby dotrzeć do oddalonej wioski. Codziennie wieczorem, dokładnie w chwili, gdy tarcza słońca chowała się za horyzontem, młody Afrykanin oddalał się od misjonarza, zwracał w stronę słońca i zaczynał rytmicznie poruszać nogami. Śpiewał przy tym półgłosem nostalgiczną piosenkę.
 Ten młodzieniec, tańczący i śpiewający do zachodzącego słońca, wzbudził podziw
 i ciekawość misjonarza. Pewnego dnia misjonarz zapytał swojego przewodnika:

 - Co oznacza ta dziwna ceremonia, która co wieczór odprawiasz?

– Nic nadzwyczajnego – odpowiedział przewodnik.

 – Tę piosenkę ułożyłem razem z moją żoną. Gdy nie możemy być razem, każde z nas, gdziekolwiek się znajduje, zwraca się do słońca w momencie zachodu i zaczyna
 tańczyć i śpiewać. W ten sposób, nawet gdy jesteśmy daleko od siebie, śpiewamy
 i tańczymy wspólnie.



A z kim Ty tańczysz, gdy zachodzi słońce?




P.S
Dzisiaj pozwoliłam słońcu, aby wstało wcześniej niż ja. Każdego dnia wszystko staje się między wschodem i zachodem tego samego słońca i muszę Wam zdradzić sekret...
W moich posiadłościach słońce nie zachodzi.
Nie przegap dzisiaj zachodzącego słońca... i zatańcz dla niej, dla niego!


wtorek, 20 maja 2014

O świętym lesie...

Jak to zrobiłaś, że wpuścili cię do świętego lasu?
 Co zrobiłam?
 Sama nie wiem...





 Zadawałam dużo pytań, bo byłam ciekawa kolejnej opowieści, tym razem historii królestwa Bafoussam. Dynastia Bafoussam istnieje od 1200 roku. W samym środku miasta, a miasto Bafoussam plasuje się na trzeciej pozycji, co do wielkości miast w Kamerunie, znajduje się wejście do Palais Royal Bafoussam. Wszystkich gości wita ryczący lew wyciosany z kamienia, który w Afryce jest symbolem władzy. Wędrując po posiadłości spotka się niejednego narysowanego lub wykutego w kamieniu lwa... i panterę.
 Lew to władza, a pantera...?








 Oto jedno z dwóch wejść do świętego lasu...








 Po lewej stronie to ojciec młodszego, młodszy to 
teraźniejszy król. Pośrodku nich kolejny lew, a po prawej stronie pantera.
 Pytam, co oznacza pantera na głównym planie?
 Otrzymuje odpowiedź: to taka dekoracja.
 Myślę sobie: jeśli to jest dekoracja, to ja jestem królową Anglii! 





 Najbardziej zafascynowało mnie muzeum. Takiego bogactwa kultury afrykańskiej jeszcze nie widziałam!!! Zaskoczona jakością i ilością eksponatów zapytałam z troską:
 - Nie boicie się złodziei? Pomieszczenie, w którym przechowujecie wszystkie
 te cuda łatwo ograbić!!!
 Pani przewodniczka z uśmiechem odpowiedziała: - Nikt nic nie ukradnie, bo strzeże
 nas czarna pantera!












 I dowiedziałam się dlaczego w wielu miejscach Palais Royal można spotkać panterę!  Ona jest strażnikiem całej posiadłości wraz ze świętym lasem. 
Do świętego lasu prowadzą dwie bramy, ale po prawej i lewej stronie nie ma żadnego płotu więc można teoretycznie wejść do lasu z każdej strony.
 Można, ale wchodzi się tylko przez bramę, i tylko wtedy, kiedy szuka się szczególnego kontaktu ze światem duchów. Do świętego lasu nocą przychodzą duchy przodków, którzy rozmawiają ze sobą. W świętym lesie pochowani są wszyscy królowie i 
znaczniejsi z rodu, ale w jakim miejscu..., o tym wie tylko rada starszych.




  W Afryce w każdym miejscu gdzie żyją ludzie słychać nieustanną muzykę, niekończące się rozmowy, śpiewy, krzyki...
 Święty las jest oazą ciszy i spokoju. Mozna tam usłyszeć szum wiatru, śpiewające ptaki i widać dziwną mgłę unoszącą się pomiędzy drzewami...
 A w nocy można wybrać się na rozmowy z duchami przodków...




P.S
W Warszawie nie znajdziesz ciszy świętego lasu...
Jedyne miejsca względnej ciszy to cmentarze lub parki o piątej nad ranem...
Człowiek potrzebuje ciszy świętego lasu, bo milczenie i cisza jest tym, co czyni nasze życie świętym. Tylko w ciszy i milczeniu potrafimy odnaleźć na nowo siebie, swoją duszę, serce...
Brak mi świętego i milczącego lasu, gdzie tylko niektórzy słyszą słowa, które na nowo wskazują drogę..

niedziela, 18 maja 2014

O porannym piciu kawy...

Od kilku miesięcy nie zaczynam poranka od picia kawy, ale od picia wody.
Po przebudzeniu szklanka wody, a potem kawa. Może być z kardamonem, goździkiem, cynamonem, miętą czekoladową. Nie próbowałam jeszcze z estragonem.
Ostatni eksperyment to kokosowa kawa.

 1 filiżanka, świeżej parzonej kawy
 1 łyżeczka stołowa oleju kokosowego
 ¼ łyżeczki wanilii
 mielony cynamon lub gałka muszkatowa.

Najlepiej jest połączyć kawę, olej kokosowy, wanilię w blenderze lub innym robocie kuchennym i miksować na wysokich obrotach, dopóki się nie spieni. Potem tylko przelać do ulubionego kubka, dodać do smaku cynamonu lub gałki. Tak zalecają znawcy, ale ja nie mam czasu i ochoty na miksowanie. Dodaję wszystkie składniki i zaparzam w zaparzaczu. Po zaparzeniu przelewam kawę do kubeczka, w którym na dnie jest odrobina cynamonu... i piję, a właściwie pijemy, aby tradycji stało się zadość:
10,00 czas na kawę i rozmowy o życiu i śmierci...
Kameruński zwyczaj picia kawy przed południem nie jest tylko kameruńskim zwyczajem. Wiele osób mówi, że bez małej czarnej z rana nie da się żyć...
Jedna z naszych sióstr należy do tego grona.

Pewnego pięknego poranka zaspała i nie miała czasu na zrobienie kawy,
aby „przyjść do siebie”. Przebiegając przez zakonny refektarz zobaczyła na stole kubek parującej kawy. Wiele nie myśląc wypiła przygotowaną kawę i poczuła, że może nawet góry przenosić. Wróciła w południe na obiad i usłyszała, że ktoś komuś rano
podprowadził i wypił kawę... zbożową /śmiech/!
Jaki z tego wniosek? Każda kawa rozświetli głowę, nawet zbożowa!


thumbs poranne rozbryzgi kawy 003 Galeria porannych rozbryzgów kawy 



P.S
Każdego poranka jestem zdziwiona, że jeszcze otwieram oczy i żyję... NIC mnie już tutaj nie trzyma, a jednak mam jeszcze żyć... Więc żyję i jestem wdzięczna za świerk za moim oknem, który otulony jest dzisiaj deszczem... I za wszystko, co wydarzyło się z samego rana i jeszcze wydarzy się dzisiaj... 

poniedziałek, 12 maja 2014

sobota, 10 maja 2014

O wędrowaniu…

Jedno z opowiadań żydowskich mówi o rabinie, który lubił wędrować.
Pewnego wieczora, po dniu spędzonym nad księgą starych proroctw postanowił wyjść na ulicę i odprężyć się w czasie przechadzki. Idąc powoli drogą leżącą na uboczu, spotkał pewnego stróża, który długimi i zdecydowanymi krokami chodził tam
i z powrotem przed ogrodzeniem bogatej posiadłości. 
– Dla kogo tak chodzisz? – spytał zaciekawiony rabin.
Stróż wymienił nazwisko swego pana.
Potem zapytał: - A ty dla kogo chodzisz?

To pytanie głęboko zapadło w serce rabina...





P.S
A ja, dla kogo wędruję?
Dla kogo przeznaczone są wszystkie kroki i niepokoje twego dnia?
Dla kogo żyjesz? 
Żyć można tylko dla kogoś...

wtorek, 6 maja 2014

O wierszykach imieninowych….

Pierwszy raz na imieniny dostałam wierszyki, specjalnie dla mnie!!!! Za wywołaną radość do łez przy czytaniu tejże poezji, co niektórzy dostaną co najmniej
 2 punkty przy wchodzeniu do nieba /śmiech/!!!


Lepiej z Judytą oglądać świat
niż kręcić na siebie bat

Lepiej czytać Judyty bloga
niż gniewać się na Pana Boga.

Lepiej te rymy Judycie składać
niż tu i tam głupoty gadać.


                               Dla Judytki cukiereczki z wielkiej TYTKI. 


Niedźwiedzie
do tulania i moc buzoli.


                                         Lepiej Judycie życzenia składać
                                         Niźli na kiepską pogodę gadać!



Lepiej żeby Wiki nie śpiewała
co by Judyta zawału nie dostała.


                                                  Lepiej Judycie na całe gardło śpiewać
                                                  niż się w słońcu wygrzewać.



I ja się dołączam do życzeń od rana, bo znać Judytę to łaska Pana.



Lepiej Judycie z rana dobrze życzyć niż na opiekę rządu Tuska liczyć.



Dzisiaj Fariatki
dają Judycie kfiatki
niech dadzą uśmiech szczery na twarzy
niech spełnią wszystko co jej się marzy.


                  Lepiej z Judytą śpiewać jutrznię niż sylwestra spędzać hucznie.








P.S
A od Olgi dostałam czerwone róze i tort z bitą śmietaną i truskawkami!
Dobrze, ze ten tort był tylko wirtualny, bo i tak nie mogłabym go zjeść, ale co się napatrzyłam to MOJE!!!!
Wierszyki ukazały się na blogu Rybeńki „Wymuszony blog”.


piątek, 2 maja 2014

O bańkach mydlanych….

Życie jest jak bańka mydlana – piękne..., dopóki nie pęknie /zasłyszane/ Nie chcę tak łatwo zniknąć...
 Wszystko przez ten dzisiejszy deszcz....








P.S
– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę.
– Co wtedy? – Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek.
– Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.