środa, 4 czerwca 2014

List...

Nie należy patrzeć w dal, gonić za facetami, pracą, szukać czegoś na siłę. Nie bój się.
Nie czekaj. Po prostu ciesz się, ciepłym dniem, z wiatru owiewającego ci stopy,
z porannej kawy, śniadania. To wszystko jest takie piękne. Czy zawsze tak było?
Można zachorować, umrzeć, i nigdy tak naprawdę, nie dostrzec tego piękna.
Rak, wiem o tym, że jesteś, ale mam też życie, moje własne życie. Dużo mi go zabrałeś, ale dużo mi go jeszcze zostało. Co druga godzina, co druga minuta jest moja.
Nie chcę cicho oddychać, ale nabierać powietrza całą piersią.

Cieszyć się każdą chwilą, właśnie, dzięki tobie się tego nauczyłam. Akceptować każdy dzień, bo każdy dzień, to jak dziesięć lat darowanego życia. Przeżyć każde spojrzenie, każdy żart, każdą łzę, każdy dotyk tak mocno, jak tylko potrafisz. Wcześniej miałam tak wiele życzeń, a może to wszystko już mam. Może nadszedł czas na nowe pragnienia. Ale jedno wiem z całą pełnością, że jesteś częścią mnie. Moja historia, bez której być może nie dowiedziałabym się tego wszystkiego. Rak, dzięki tobie nauczyłam się wszystko doceniać. Teraz pragnę jutra. Daj mi go proszę, pozwól mi wygrać, dobrze?

                                                                                        Twoja Sophie



                                                                      /kadr z filmu..., peruka to nie tylko włosy/




P.S
W chorobie nowotworowej, która uśmierca człowieka powoli, ale konsekwentnie nie można zrobić nic, a można zrobić wszystko! Można na nowo zacząć żyć i pragnąć tego życia, które do tej pory przeciekało przez palce... Historia młodej 22- letniej Holenderki i jej bloga pokazana jest w filmie pt: „Dziś jestem blondynką”. Rak może stać się przekleństwem, ale może stać się także błogosławieństwem... Wielu ludzi żyje dalej inni odchodzą, co wcale nie oznacza, że przegrali. Wygrywa każdy, kto stawia czoła trudnej sytuacji, robi wszystko, aby zaradzić swojemu nieszczęściu, które tak do końca nie jest nieszczęściem... Pamiętam wypowiedź pięciolatka: bo wiesz, ja jestem teraz między ziemią a niebem... Tutaj jest mi dobrze i tam będzie mi dobrze.
Mądrości nabywa się bez względu na wiek i czas...
MOŻNA BYĆ ZDROWYM,  ZACHOROWAĆ, UMRZEĆ I NIGDY TAK NAPRAWDĘ  NIE ŻYĆ...

46 komentarzy:

  1. Napisałaś, że: "można być zdrowym, zachorować i umrzeć i nigdy tak naprawdę nie żyć" - powiedziałabym także tak: można zachorować i dopiero wtedy otworzyć oczy… dostrzec piękno i docenić cud i dar życia… a nielicznym, jak Tobie, uda się o tym w dodatku tak mądrze opowiedzieć:)
    Serdeczne dzięki!:)
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  2. milion myśli, a nie wiem co napisać....
    czasem słowa są zbędne
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  3. Madre slowa.
    Jestem z tych co kazdy podmuch wiatru,zapach kawy,spiew ptakow,slonce czy deszcz,chlonie pelna piersia.Zachwycam sie (wielu powiedzialo by ,duperelami),ale dla mnie to nie sa duperele.
    Dla mnie to esencja zycia.Nie uczylam sie tak zyc,odziedziczylam to w genach,po moim tacie,ktory nawet mrowce ustepywal drogi twierdzac ze ona tez ma cos wazneo do zrobienia.
    Czlowiek ubogi to nie taki,ktorego portfel swieci pustkami,....ubogi to taki ,ktory nie dostrzega piekna jakie go dookola otacza.
    Pozdrawiam goraco:)

    OdpowiedzUsuń
  4. to wszystko jest za trudne na moją małą głowę :( :***

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja mądrość jest dla nas drogowskazem! Istotnie, cóż z długiego życia jeśli nie żyło się w pełni tylko wegetowało- a wielu tak robi, mimo, że zostali obdarowani świetnym zdrowiem!

    OdpowiedzUsuń
  6. ...mimo wszystko budujący wpis...
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację, znam takie osoby, co żyją a nie żyją.

    OdpowiedzUsuń
  8. całuję Cie, mądra kobieto :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Dojrzałość tego pięciolatka godna podziwu!
    Nie wiem czy ja bym tak umiała.....
    Mogę się tylko od niego i od Ciebie uczyć
    ściskam :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Zauważyłam, że małe dzieci, które bardzo poważnie chorują (czasem śmiertelnie) stają się w krótkim czasie niespotykanie mądre i dzielne i mogą być przykładem do naśladowania dla dorosłych.Oglądałam serię filmów dokumentalnych z dziecięcego szpitala w Toronto, gdzie wykonywane są niesamowite operacje a pacjentami są dzieciaki. Gdy słuchałam jak trzylatka, opowiadała o swojej chorobie (rak) i sposobach leczenia (operacje i chemia) to aż mi ciarki po plecach chodziły.
    Przytulam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak naprawdę... a już utrata siebie na rzecz utyskiwania, wiecznego niezadowolenia, wojenek, coś, co człowieka spycha w dół, bo co to za życie.

    kiss

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz rację.Mądrości nabywa się bez względu na wiek i czas. Ale dzieją się sytuacje, że zaczyna się widzieć, inaczej i więcej. Doceniać każdą nową chwilę.Potrafić się nią radować i doceniać.A tak wiele spraw, które jeszcze niedawno wydawały się banalnymi okazują się nagle najważniejszymi.
    Są sprawy które potrafią przewartościować nasze spojrzenia na życie i przemijający czas.
    Cieszmy się i doceniajmy w związku z tym te wszystkie chwile. Bez względu ile ich TU przed nami.
    Moc serdeczności i wytrwałości prosto z serca Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Starość podobna do raka. Też tak naprawdę docenia się nasze życie dopiero jak się kończy...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasza ojczyzna jest w niebie....
    Odwieczne pytanie o sens życia...
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  15. Wokół mnie wielu ludzi choruje, ich zwierzęta chorują.
    Ludzie i zwierzęta odchodzą.
    Uczę się więc cenić moje życie i każdą jego chwilę, nie czekać na raka, żeby mnie czegoś uczył, tylko cieszyć się każdą chwilą już teraz!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. dobrze mi tu i teraz, bardzo
    staram się nie myśleć jakie będzie jutro
    wolę nie planować za daleko,
    ale cieszę się , że jeszcze chwile na plany mam

    OdpowiedzUsuń
  17. Wykorzystać każdą chwilę jak najlepiej...
    Każdy z nas na swój sposób to życie doświadcza... ale nie można porównywać dwóch wypowiedzi - człowieka zdrowego i chorego. Można je na pewno połączyć, by choć w ułamku zrozumieć jak ważna jest każda chwila...
    Pozdrawiam ciepło**

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziękuję, potwierdziłaś mi tylko, jak żyć!

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak, byc TU i TERAZ... tego nauczyl mnie blog Joanny... to wielki prezent, jesli ludzie borykajacy sie z ciezka choroba dziela sie waznymi myslami i przemysleniami z innymi, tymi (jeszcze) zdrowymi... i pokazuja im wlasnie, jak wazna i cudowna jest kazda chwila, kazdy oddech, kazde wrazenie, odczucie, spotkanie, BYCIE... po prostu.
    Jestem bardzo wdzieczna i Chustce i Ksenie i Tobie, Judyto... za to wlasnie i za bycie z Wami chocby wirtualnie...
    Zycie jest piekne i jakze czesto tego nie dostrzegamy, goniac i goniac... Jak powiedziala Joanna: nie wiadomo za czym... Warto sie zatrzymac i pobyc :).
    Pozdrawiam i zycze duzo, duzo dobrych chwil :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Te najdrobniejsze chwile są najważniejszego. Każdego dnia dziękuję Bogu, że znów mogłam otworzyć oczy i przede mną kolejny dzień, który mogę wykorzystać jak najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Takie oczywiste słowa, a nie zawsze czytelne. Dopiero jakiś impuls otwiera nam nagle oczy.
    I teraz właśnie otworzył.

    OdpowiedzUsuń
  22. To chwile w których dobitnie odczuwamy swoją cielesność.....
    Wygrywaj Judyto, wygrywaj !
    Przytulam Cię do serca.

    OdpowiedzUsuń
  23. Choroba nowotworowa zbiera żniwo wśród moich znajomych bliższych i dalszych. Czytam Twoje posty i Twoimi słowami wspieram ich rodziny. Judytko! Dziękuję,że jesteś, że mogłam Ciebie poznać.

    OdpowiedzUsuń
  24. To tak jak ja , pokochałam życie i cieszę się każdym dniem. Judytko pozdrawiam i serdeczności zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Wydaje mi się, że to nie śmierci ludzie się boją - ostatecznie wszyscy kiedyś odejdziemy. Tyle ludzi już umarło, więc jak widać"jakoś da się to przeżyć". Ludzie boja się fizycznego bólu z tym związanego, popadnięcia w stan zależności od innych z najprostszymi czynnościami, zanim nastąpi kres ziemskiego życia. A on - czy w chorobie, czy w starości, czy nagle i niespodziewanie - przyjdzie do każdego.

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak mądre słowa, że sama nie znajduję podobnych, którymi mogłabym skomentować to, co napisałaś. Dlatego po prostu tu przysiądę i pomilczę.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  27. Piękny film,pokazuje jak choroba zmienia pod każdym względem a co najważniejsze można żyć będac chorym.......daje nadzieję...
    tulę:**

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziękuję Ci za te słowa. Moja koleżanka została pokonana kilka dni temu, ale walczyła, mocno walczyła i my razem z nią. Jej postawa była wielka. Pozdrawiam, Judytko :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Witaj piękna Gwiazdo! Dwa lata temu dowiedzialam się ,że mam guza w glowie. Mam trzech wspaniałych synów i cieszę się każdym dniem co rano. Pozdrawiam Cię serdecznie. Jesteś moim mottem i modlę się o Twoje zwycięstwo. Buziaki i tulę do serca. Ps. Po biopsji nie wyszly komórki rakowe ale wiem że zaplon w głowie mam i może się uaktywnić. Dlatego moje postanowienia noworoczne realizuję do dziś :1 - nauczyć się jezyka migowego- już umiem:) 2 Nie odwiedzzić fryzjera- nie byłam :) No i 3 - nauczyć się grać na gitarze :) Gitarę mam ale strun brakuje:) Po za tym za tydzień przystępuję do egzaminu państwowego na opiekuna medycznego :) Buziaki Ci przesyłam ,Tulę do serca i o zdrowie dla Ciebie w każdej wolnej chwili Najwyższego proszę! Wiola

    OdpowiedzUsuń
  30. ,,Gdy tylko przeczytałam pierwszą stronę,wiedziałam ,że przeczytam wszystko." /z filmu ,,Dzisiaj jestem blondynką"/. Trafiłam kilka dni temu na Twojego bloga przypadkiem .Przeczytałam całego.Zachwyciły mnie Twoje opowieści o Afryce,zdjęcia,poruszyły przemyślenia,refleksje o życiu,miłości..Dziękuję że piszesz tego bloga.To niesamowite świadectwo dla mnie.Dziękuję że Jesteś Judyto. Monika

    OdpowiedzUsuń
  31. Choroba mojego męża nauczyła mnie doceniać każdy dzień, moja - mieć odwagę powiedzieć nie, rzucić koncern i zmienić pracę, wszystko jest po coś, choć czasem ciężko to zrozumieć, a jeszcze trudniej się z tym pogodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Masz racje, najważniejsze jest pogodzenie się z choroba...
    Pozdrawiam Cie serdecznie i zapytuje gdzie jesteś, to już kilka dni jak nic nie pisesz.
    Upal u mnie jak w Afryce!!!
    Pa, Ksia

    OdpowiedzUsuń
  33. Idę więc teraz cieszyć się życiem :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Judyto, obejrzałam film… mnóstwo wspomnień powróciło. Wciąż mam wrażenie, że włosy to taki atrybut kobiecości…;) Dobrze, że wymyślono peruki:)))

    OdpowiedzUsuń
  35. Witaj.
    Czytam z ciekawością i refleksją Siostry wpisy..
    Dają mi dużo natchnienia..
    Podziwiam ludzi ,którzy są tak świadomi siebie ,swojej choroby..
    Ja sama dzielę życie z rakiem,mam nowotwór złosliwy kosci od dwóch lat..
    Każdego dnia staram sie odnaleźć ,siebie w tej sytuacji..
    Cieszę się ,że trafiłam na Twego bloga..
    Dziękuje Bogu za takich ludzi jak Ty..
    Za ludzi ,których słowa pisane,są jak swiatełka w ciemności ..
    Modlę się za Siostrę.
    Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
  36. Często dopiero choroba otwiera oczy, ale dobrze, że chociaż ona sprawia, że niektórzy zaczynają żyć. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  37. W myśl tego co czytam, dobrze, że choruję od urodzenia...
    serdecznośći

    OdpowiedzUsuń
  38. rak staje się częscią zycia, to życie zmienia, ale wciąz to my wybieramy jak to nowe życie przeżyjemy..rak nam niesie niepewnośc jutra ale i mówi ciesz się chwilą każdą...
    Ale cokolwiek nam niesie niech odejdzie...na zawsze..on..rak
    Całusy:):)

    OdpowiedzUsuń
  39. Judytko zapraszam do siebie na bloga. Kilka słów i wspomnień w ostatnim wpisie dedykowałam Tobie. Pozdrawiam ciepło**

    OdpowiedzUsuń
  40. I ja chorowałam na raka. Było to dawno, ale pozostała mi pamięć o tym, że złośliwy, że niebezpieczny, że... udało mi się go pokonać dzięki Bogu i Maryi, więc miałam szczęście.

    Po jakimś czasie stwierdziłam, że rak przyszedł, abym się nauczyła:

    1. cenić życie (właściwie doceniać je i cenić),
    2. cieszyć się chwilą,
    3. pokonywać czarne myśli,
    4. trzymać się nadziei,
    5. odkrywać dobro i piękno w innych ludziach, dzięki ich serdeczności i uwierzeniu, że naprawdę mam przyjaciół.

    To właśnie w czasie swojej choroby przeżywałam najdłuższe pasma szczęścia, a kiedy mówiłam innym o tym, że jestem szczęśliwa, patrzyli na mnie zdumieni.

    Nie odgadnę, jaki jest sens choroby, z jaką Siostra się zmaga, ale nie przestaję mieć nadziei na to, że i ta droga zaprowadzi Siostrę do większego szczęścia niż obecnie przeżywane, w tym także do fizycznego uzdrowienia. Dlaczego by nie?!

    Dziękuję, Siostro Judyto, za piękne świadectwo życia, w tym za blog "La vie est belle... i ja też", który dziś zaczęłam czytać. Robię to z wielką przyjemnością.

    Nawiązując do jego nazwy, zadaję sobie pytanie: Czy i ja mogę myśleć o sobie, że jestem piękna? To taka miła myśl, takie przyjemne jak pogłaskanie aksamitu odkrycie...

    Kończąc, życzę Siostrze Bożego błogosławieństwa na każdą chwilę jej ŻYCIA, które JEST PIĘKNE.

    OdpowiedzUsuń
  41. Dokładnie jest tak jak piszesz. Dotarlo do mnie to już jakiś czas temu, do mego męża dotarło teraz. Zapracowany, zagoniony, troszczący sie o wszystkich, tak zawane "życie" zostawiający na później, na "na emeryturze"... Niedawno, mąż naszej znajomej, ludzie bardzo zamożni, zeby nie powiedzieć milionerzy, czlowiek wysportowany, w sile wieku, tylko co przeszedł na wxzesniejsza emeryturę...Miał nadzieję zacząć żyć "naprawdę", odcinać kupony od cięzkiej pracy przez cale zycie (ciągle w rozjazdach, ciągle w biegu - był międzynarodowym prawnikiem) Jego zona oddałaby wszystkie skarby świata, domy i posiadłości, które posaiadają by móc "kupić" mu więcej czasu... wspólnego czasu... ale smierć nie jest przekupna... Myslę, że ta historia zrobiła wrażenie na moim mężu bo zaczyna świadomiej żyć, nie odkładac na kiedyś, cieszy się wspólnymi chwilami tu i teraz, bo nikt nie wie ile nam ich jeszcze zostalo... ściskam i dziękuję, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń