wtorek, 14 stycznia 2014

O szukaniu ratunku…

 Kilka dni temu zebrało się nam na wspominanie różnych komicznych sytuacji, które miały miejsce w naszej pracy duszpasterskiej, spotkachniach z ludźmi.
 Palmę pierwszeństwa zdobyło takie wydarzenie... 
Ratunku szuka się na różne sposoby. 
Wszystko zależy od człowieka, okoliczności, możliwości itp.
 Najważniejsze jest, aby szukać, a przede wszystkim mieć ten siódmy zmysł, który nam powie, gdzie można ratunek znaleźć.
 Prawie we wszystkich parafiach w niedzielę jest Msza Święta dla dzieci. Nikt się nie dziwi, nie gorszy, że dzieci chodzą po kościele, siadają gdzie im się podoba, podglądają księdza i ludzi w konfesjonale, włażą pod ołtarz, rozkładają się na ławkach, prowadzą ważne pogaduszki nie cierpiące zwłoki, i można wyliczać i wyliczać!!!
 Rodzice starają się w miarę możliwości trzymać swoje pociechy w ryzach miłości rodzicielskiej, co sprowadza się do tłumaczenia, uciszania, chodzenie za pociechami po całym kościele, a czasami szukaniem swojego skarbu, który ukrył się... właśnie,
 gdzie on lub ona jest!!!
 Chłopczyk, około pięciu lat zwiedził chyba już cały kościół, a gdy ksiądz zaczął rozmawiać z dziećmi na temat niedzielnej Ewangelii zaczął oglądać księżowskie buty
 i zabrał się za sznurówki...
 Ojciec chłopczyka był już zmęczony swoim niezmęczonym synkiem
 i sznurówki od butów były kropką nad „i”!
 Miarka się przebrała!
 Ojciec wziął chłopczyka za ramię i prowadzi, a właściwie ciągnie do głównych wrót kościoła... I nagle wszyscy zebrani usłyszeli donośny głos chłopca spod drzwi kościoła:

  - Ludzie, ludzie módlcie się za mnie!!!!

 Wszyscy, jak na komendę obejrzeli się za siebie i wtedy chłopczyk raz jeszcze zawołał:

 - Ludzie, módlcie się za mnie!!!

I wybuchnął perlistym śmiechem.....





P.S
Możecie sobie wyobrazić, co działo się w kościele...

53 komentarze:

  1. O tak!!! wyobrażam sobie :))))) wszyscy gruchnęli śmiechem!!!! Taka radość :)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha :)))) chyba bał się o swoja skórę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mysle, ze on bawil sie swietnie do samego konca!!!
      J.

      Usuń
  3. Dzieci wszędzie są takie same :)))))
    O ile tylko pozwala im sie być dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm, ale gdyby rodzicie nie pilnowali tych dzieci choc troche w kosciele... /smiech/!!
      J.

      Usuń
  4. Ks. Jan Twardowski pisał najpiękniej o dzieciach" którym nie nudziło się w kościele":-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Nowy Rok byla bardzo trudna Ewangelia sw Jana rozdzial 1 Na poczatku bylo Slowo... Ksiadz przeprowadzil z dziecmi egzegeze tego tekst i smie twierdzic, ze rodzice nie widzieli tego, co wiedzialy dzieci...
      J.

      Usuń
  5. Taki mały, a wiedział, ze modlitwa potrafi wybawić z opresji:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, co zrobil tata, gdy uslyszal ten glos wolajacy o pomoc /smiech:!
      J.

      Usuń
    2. Tylko współczuć stresu i znajdowania się w centrum uwagi. Moja córka, gdy była w podobnym wieku stanęła na wprost księdza odprawiającego mszę i na zasadzie lustrzanego odbicia naśladowała gesty celebransa. Ten nie wytrzymał i parsknął śmiechem, a wraz z nim wszyscy, którzy to widzieli.

      Usuń
  6. popłakałam się ze śmiechu!!!!!!!
    :DDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pierwszym razem, gdy to uslyszalam smialam sie takze do lez!
      J.

      Usuń
  7. Dzieci maja jednak poczucie humoru :-))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudne!!!!
    Znam takie i podobne scenki w kościoła gdy chodzę na msze dla dzieci ze Szczerbatym i Pytalskim.
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz wiec, co wycudowal Szczerbaty z Pytalskim...
      J.

      Usuń
  9. parsknęłam śmiechem - czytając :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Swietny chlopczyk...a zdjecie przemile. Moja wnuczka kiedy miala 2 latka uczestniczyla w chrzcie, gdzie moj maz byl ojcem chrzestnym...tez tak sie zachowywala w kosciele, wszedzie jej bylo pelno,..najbardziej spodobaly jej sie schodki, oltarz byl na podwyzszeniu, wiec wchodzila i schodzila, wszytko ogladala, dotykala... Wenezuela jest bardzo liberalna w stosunku do dzieci wiec nikomu to nie przeszkadzalo.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjecie zrobione kilka lat temu w kaplicy ks Biskupa w Doume /Kamerun/
      J.

      Usuń
  11. Trochę taka tragi-komedia, ale pewno ojciec był miłosierny acz sprawiedliwy.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takim wystapieniu syna pewnie tacie przeszla cala zlosc!
      J.

      Usuń
  12. System na tym blogu chyba kwalifikuje moje komentarze do spamu, buuuuuuuuu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiec musze szybko do mojego osobistego blogowego sekretarza, aby to sprawdzil!!!!
      J;

      Usuń
  13. Może to ze strachu że czekają go klapsy od ojca..i pewnie ojciec komfortowo się nie poczuł w tej całej wesołej i pociesznej scenerii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym byla ojcem tego dzieciaka bylabym z niego dumna! Przy takiej licznej widowni, aby przemowic trzeba miec odwage /smiech/!
      J.

      Usuń
    2. W tym młodym wieku chyba się jeszcze nie wie co to takiego,, wielka publiczność" he he

      Usuń
    3. Bronił się jednak dzielnie! :) ))

      Usuń
  14. ;-)))))
    Moja chrześnica na mszy z okazji swoich urodzin usnęła pod ołtarzem ;-)))
    ale... u Pallotynów można ;-)))
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest najbezpieczniej, wiedziala gdzie sobie miejsce poszukac /smiech:!
      J.

      Usuń
  15. Jak pięknie to napisałaś a przy okazji zarżałam sobie na koniec historii.
    Szkoda, że u nas jakość mszy św. dla dzieci pozostawia u mnie niesmak.
    Koleżanka ostatnio opowiadała, że u niej w parafii trafił się ksiądz nadążający za dziećmi. W kościele jeździł rowerem, wjeżdżał na środek pacjent na stole operacyjnym, albo podjeżdżała umówiona wcześniej Policja. Na tych mszach dla dzieci kościół był pełen, a dzieci przychodziły 20 minut wcześniej,aby wszystko dobrze widzieć. Oczywiście były życiowe kazania, których słuchali z rozdziawionymi buziami.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyobrażam sobie, jak wesoło musiało tam być :)
    U nas małym dzieciom pozwala się chodzić po kaplicy, a czasem niektórzy organizują takie mini-kazania (nauczania) albo lekcje biblijne dla dzieci. Czasami, w pewne dni (np. z okazji Dnia Dziecka) dzieci ze szkółki niedzielnej pokazują różne scenki i przedstawienia.
    W końcu sam Jezus mówił: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie. No i jeśli nie my o to zadbamy i nie teraz - to kto i kiedy?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uśmiałam się bardzo, to mogę sobie wyobrazić śmiech w kościele.
    U mnie w rodzinie, poszli z dzieckiem ok 2-3 letnim do kościoła i dziewczynka całą mszę stała koło wózka. Nagle się zgubiła, no rozstąp się ziemio - nie ma dziecka. Szukali jej wszędzie w kościele, na chórze, przed kościołem. W końcu wrócili rodzice do wózka, a tu słyszą stukanie z konfesjonału, obracają się - a dziewczynka wystawia głowę ze środka uśmiechnięta. Rodzice szukali jej wszędzie, a ona sobie grzecznie siedziała w konfesjonale tam gdzie ksiądz.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. hahhahaha...ja też,ja tez...z tych co to uśmiali sie do łez...dzieciak niesamowity,da sobie rade w życiu,haha

    OdpowiedzUsuń
  19. ja chcę na takie msze,na takie kazania:)

    OdpowiedzUsuń
  20. -- u nas też dzieci , mogą chodzić po kościele , ksiądz pozwala na wiele... ostatnio zwłaszcza , gdy przed ołtarzem stajenka i dzieciątko i sianko....... choć przyznam , byłam kiedyś w kościele, gdy ksiądz kazał matce wyjść z dzieckiem , bo rozpraszało ludzi podczas kazania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to sa Msze dla dzieci, aby nie rozpraszac doroslych... Zdarz sie jednak, gdy dziecko placze, a rodzice nic sobie z tego nie robia... Trzeba miec na uwadze takze innych, ktorzy raz w tygodniu przychdza do kosciola i chca cos zapamietac, a nie tylko swoja pocieche. Trzeba uczyc, ze w miejscach gdzie jest duzo ludzi jestesmy zobowiazani do zachowania pewnych regul savoir vivre...
      J.

      Usuń
  21. Rezolutny maluch, nie ma co :)))

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziecięca szczerość okazywania uczuć nie ma granic:))
    Pozdrawiam**

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale po tej salwie smiechu to chyba prosba o modlitwe zostala spelniona(tak mysle);)))))

    OdpowiedzUsuń
  24. Boskie dziecko, obawiało się ziemskiego ojca, no bywa :) modlitwa pewnie pomogła :)

    OdpowiedzUsuń
  25. O matko, ale się uśmiałam :) Ale co by nie mówić, maluch przytomny i już w młodym wieku ćwiczy cięte riposty :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Te dzieciaki takie są naturalne! sama autentyczność! Jak ich nie kochać! tylko tacy różni z nich , nas dorośli wyrastają ... :)

    OdpowiedzUsuń