Zdarzyło się kiedyś pewnemu Księdzu nie powiązać formy z szerokością geograficzną... a było to tak... Na początku lat 80 pojechał ów kapłan z Papieżem do Kamerunu i stamtąd przywiózł ciekawą książkę kameruńskiego dziennikarza.
Dziennikarz zrobił wywiady z lokalnymi biskupami na temat tego, kim jest Jan Paweł II. Po dwudziestu paru latach, kiedy Papież był już bardzo starym, chorym człowiekiem nasz ksiądz postanowił odnaleźć owych biskupów i ponownie zadać im to samo pytanie. Podczas spotkania z jednym z nich zadał mu, według niego oczywiste pytanie – czy nie sądzi, że przyszłym papieżem mógłby być Afrykańczyk... Rozmówca chwilę milczał, a potem z wyrzutem w głosie odpowiedział: „ Ale przecież Papież żyje!” To był koniec ich rozmowy.
Ksiądz nie wiedział, o co chodzi, co się stało. I dopiero po jakimś czasie ktoś mu powiedział, że popełnił straszliwe faux pas – za życia wodza nie mówi się o jego następcy w kulturze afrykańskiej. Cóż, powiedział ów ksiądz: „zachowałem się jak człowiek bez elementarnej kultury... choćby nie wiem jak bardzo człowiek się starał, takie sytuacje są nieuniknione, kiedy przemieszczamy się po świecie”.
Innym razem, też w Afryce, w Rwandzie, trafił do niewielkiej chałupiny, gdzie poczęstowano go piwem własnej roboty. Wyglądało mniej więcej jak woda, w której płukało się ścierkę – brunatna ciecz z lekką pianką na wierzchu.
Nie powiem, powiedział nasz bohater, że zjadała mnie ciekawość, jak ten trunek smakuje, ale nie chciałem odmawiać sympatycznemu gospodarzowi. Na wszelki wypadek, przez grzeczność właśnie.
Potem powiedziano mu, że przy wyrobie tego piwa plują do niego, żeby lepiej fermentowało, i że nie należało go pić i można było spokojnie odmówić. A dało się to chociaż wypić? Ksiądz odpowiedział: kiedy byłem mały, u mnie w domu robiono tak zwany podpiwek. To miało podobny smak. Całkiem dobre!
Historia ta opowiedziana i przeżyta przez ks. Adama Bonieckiego, który odwiedził kilka razy nasz Kamerun i mogę powiedzieć, że pomimo wieku jest człowiekiem błyskotliwym, dowcipnym, bezkompromisowym... po prostu trudny „przeciwnik” z klasą , wspaniały „opowiadacz” jak ja to nazywam.
Człowiek, których jak On niewielu pośród nas. Przeżył wojnę, czasy komunistyczne i te nowe, które przyszłe pokolenia opiszą, powiedzą jakie były... Jego Współbracia z zakonu Księży Marianów pracują w naszej diecezji.