piątek, 18 stycznia 2013

O zabawie w berka....


Lis ucieka z podwiniętym ogonem i jest dziwnie przestraszony...
Może nie chce dać się złapać, bo kot go goni, przepędza ze swojego terytorium czy po prostu bawią się w „berka” i lisek nie chce zostać „berkiem”?


thumbs image006 Najpiękniejsze zdjęcia 2011 roku zrobione w Rosji

Ganiałam dzisiaj za kotami Hanki.
 Grubaśne, ale zdążyć za Miśką i Luską nie dałam rady, a o włażenie na dachy i płoty tym bardziej nie mogłam się skusić.
 Koty, zachowywały sie tak, jakby znały zabawę w „berka”.


 Hmm, jak to dzisiaj jest z zabawą w „berka”?
 Ciekawe czy dzieci żyjące w dobie komputerów, telewizorów i otaczającego je świata wirtualnego bawią się jeszcze w tak popularną i zapierająca dech w płucach zabawę mojego dzieciństwa?
 W „ganianego” bawiłam się i w późniejszych latach biegając po polach i lasach, cudnie było!
 Trzech do „berka” w zupełności wystarczy, w dzisiejszym przypadku dwa koty i ja.
 Wiadomo, im więcej osób w zabawie, tym weselej i atrakcyjniej.
 Skąd koty mogą znać ową zabawę?
 Koci „berek” jest bardzo uproszczony! Nie mogłam przeprowadzić wyliczanki /śmiech/
 Jak zacząc "berka" bez wyliczanki?
 Mogłam sama ogłosić się „berkiem” i gonić koty w nieskończoność.
 Jak mogłabym dotknąć któregoś z nich, aby zmienić rolę... Pogoniłam trochę dla zdrowotności Hanine koty, a koty pognały za mną, gdy stwierdziły, że obcej przestało się podobać ganianie kotów i odwróciła się do nich plecami.
 „Berek” ma to do siebie, że nie można go ograniczyć czasowo!
 Kończy się on w momencie, w którym ganiający uznają, że są zmęczeni, wykończeni bieganiem, i czas po prostu odpocząć!
 Może być i tak, jak w przypadków opasłych Haninych kotów:
 Miśka, która ma swój wiek, szybko stwierdziła, że to nie dla niej i poszła leżakować. Luśka, ruda piękność z „ganianego” przeszła na „łaskotaj mnie” i co miałam zrobić?
 Łaskotałam Miśkę, która nie miała nic przeciw temu, abym zrobila jej kilka zdjęć.










 Powracając do „berka” to trzeba powiedzieć, że ma on kilka odmian. Mamy „berka drewnianego”, „berka kucanego” i „berka zamrożonego”..., którego lubiliście najbardziej?
 Do „ganianego” potrzeba przestrzeni, swieżego powietrza, słońca, a przy tym ile śmiechu i dobrego humoru!
 W czasie mojego dzieciństwa, gdy rodzina zjeżdżała się tłumnie na różne święta i uroczystosci, zawsze był „berek” i gniali prawie wszyscy tzn. dzieci z racji swojego wieku i dorośli, którzy czuli się jak dzieci.
 Dziwne, że prawie wszyscy wujkowie brali udział w tym ganianiu... Ciotkom szkoda było butów, kreacji, fryzur, a może po prostu czasu na przbranie... sama nie wiem...




 P.S
Ja ganiam nie tylko z kotami... /śmiech/, dla zdrowotności oczywiście!!!
A Wasze „berki” codzienne... za czym ganiacie?


Najważniejsza w życiu jest umiejętność pływania /nie biegania/, a właściwie zanurzenia się w rzeczywistości, w chwili, która właśnie mija, i płynięcia z tym, co akurat robimy, czego doświadczamy. Tylko tak możemy poczuć, że życie ma smak i głęboki sens... /J.Berezowska/




środa, 16 stycznia 2013

O zimie...


Zima jest piękna do pewnego stopnia… Celsjusza – powiedział ktoś.
 Cóż, o zimie można powiedzieć: nie lubię, nie znoszę, bardzo lubię...
 Zima – lubiana i nielubiana, więc o gustach pór roku
 nie godzi się dyskutować. Na biegunie południowym potrafi trać 9 miesięcy, a mróz dochodzący do – 60°C jest na porządku dziennym.
 Życie ma swój ustalony biologicznie rytm.
Od czasu do czasu burze przerywają jego bieg, ale wiosna, lato, jesień i zima następują po sobie jak urodzenie, życie i śmierć...
  Ja rozumie, że Wam jest zimno,
 ale jak jest zima to musi być zimno /śmiech/
  Lubię zimę w Polsce, bo wiem, że po niej jest zawsze wiosna...

thumbs image008 Najpiękniejsze zdjęcia 2011 roku zrobione w Rosji


Podobno John F.Kennedy powiedział: Dopiero zimą można powiedzieć, które drzewa są naprawdę zielone. Dopiero kiedy wieją przeciwne wiatry, można powiedzieć, czy człowiek albo kraj jest odważny i nieugięty...


                                              /Zdjecie zrobione w Rosji, autor poszukiwany/







poniedziałek, 14 stycznia 2013

O podkowie...

No właśnie, wiara. Ja również uważam to za ważne.
 Wybitny fizyk Nielsem Bohrem, jeden z największych uczonych naszych czasów, na drzwiach do domu miał zawieszoną podkowę.
 Pewnego razu kolega, który przyszedł do niego z wizytą, zapytał:

 - Chyba nie wierzysz w te rzeczy? 
– Oczywiście, że nie – odpowiedział wielki fizyk. 
– Ale mówi się, że przynoszą szczęście również tym, którzy nie wierzą.

 Cóż, mylił się.
 Jako uczony powinien wiedzieć, że to nie podkowa przynosi szczęście,
 ale wiara w nią.
 Jest to według mnie fakt – powiedzmy – naukowy.
                                                                                          /T. Terzani/

Podkowa, fot. Shutterstock 

 A co do podkowy... Przedmiot ten był dawniej kojarzony z dobrobytem
 i wysokim stanem majętności w czasach, gdy posiadanie konia wierzchowego było przywilejem rycerzy i możnowładców, a samo podkuwanie było nie lada luksusem i wydatkiem.
 Znalezienie zgubionej na drodze podkowy wróżyło szczęście i czasem parę groszy gdy była w dobrym stanie.
 Miała ona zapewniać ochronę przed czarami i samym szatanem. Jej magiczne właściwości miał zapewnić kowal żyjący w X wieku w Anglii. Pewnego dnia przyszedł do niego szatan w ludzkiej skórze prosić o podkucie swojego konia.
 Kowal jednak nie dał się zwieść pozorom, szybko rozpoznał diabła, przybił go nad drzwiami i przypalał rozżarzonym żelazem.
 Diabeł zaczął błagać o litość i w końcu przyrzekł, że wzamian za wolność będzie omijał wszystkie domy w których zawiśnie podkowa zwrócona końcami w dół.
 Podkowa była przybijana siedmioma gwoździami, a 7 to wyjątkowa liczba. Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek znalazła podkowę... a szkoda /śmiech/.




P.S
I tak to jest, że postawa w tym przypadku wiary ma nieprawdopodobne znaczenie w walce z chorobą, szczególnie z rakiem. Nikt nie potrafi tego dobrze wyjaśnić w sposób naukowy. Często gadam sobie z moimi komórkami, przemawiam do mojego systemu odpornościowego i proszę go, aby robił co w jego mocy, nie poddawał się... Zapewniam go, że ze swojej strony robię co możliwe, aby mu pomóc.
Nie wiem czy czerwony płyn dobrze mi robi... Komórki rakowe nie są jedynymi. Tak więc czerwony płyn atakuje w taki sam sposób chore jak i zdrowe komórki...” W sumie to tak, jakby bombardować napalem dżunglę i niszczyć tysiące drzew, próbując zabić małpę przycupniętą na jednej z palm”. I kogo to obchodzi, że nie masz włosów, brak ci powierzchni śluzowych, paznokcie robią się jakieś dziwne, cera staje się ziemista, usta wypełnia jakaś dziwna słodkość i wiele innych rzeczy... „Jeśli chcesz poradzić sobie z chorobą, nie powinnaś niczego opłakiwać, nie powinnaś tęsknić za przeszłością, a przede wszystkim nie powinnaś się łudzić, czy też żywić nadzieję, że – nawet jeśli ci się uda – kiedykolwiek będziesz taka jak przedtem”. Spustoszenie zaczęło się, ale został mi apetyt więc zjadłabym konia z kopytami i podkowami /śmiech/


thumbs niesamowite konie wojtek kwiatkowski 011 Najpiękniejsze zdjęcia koni   Wojtek Kwiatkowski

zdjęcie wykonane przez Wojtka Kwiatkowskiego

piątek, 11 stycznia 2013

O sensie życia....




Słynny filozof codziennie starał się bardzo znaleźć sens życia.
 Poświęcił na rozwiązanie tej zagadki najlepsze lata swego życia.
 Ile badań przeprowadzi, ile książek napisał, i ciągle nie miał odpowiedzi. Konsultował się z największymi mędrcami ludzkości, odbył niejedną rozmowę i dyskusję.
 Zwiedził świat wzdłuż i wszerz i nie znalazł zadawalającej odpowiedzi
 na to pytanie.
 Pewnego wieczoru w ogrodzie przy domu, kiedy odpoczywał, wziął na kolana pięcioletnią córeczkę, która bawiła się wesoło i spytał ją:

 - Córeczko, dlaczego jesteś tu na ziemi?
 Dziewczynka odpowiedziała uśmiechając się:  

thumbs 46 Najpiękniejsze zdjęcia ludzi w 2011 roku

  – Aby cię kochać tatusiu! 




                                                                   /Autor zdjęcia poszukiwany.../



P.S
Dzieci są jak kwiaty... Kwiaty po prostu kwitną.

środa, 9 stycznia 2013

O afrykańskim grillu…

W Afryce możesz zjeść na każdym przysłowiowym zakręcie... Bardzo popularnym przysmakiem jest grillowane mięso wołowe. Na poboczu drogi lub na ulicy, aby było widoczne, ustawia się beczkę, w której płonie ognisko, na niej metalową kratę, a na kracie pokrojone mięso... I to jest coś pomiędzy grillem a wędzarnią!

Krowy hodowane są w Kamerunie na północy i wędrują w odległe strony naszego kraju na swoich nogach, gdzie stają się grillowym przysmakiem dla wielu. Grillowym sklepem zajmują się najczęściej młodzi chłopcy i mężczyźni z plemienia Bororo, którzy także hodują krowy.
 Lubię popatrzeć, jak sprawnie idzie im krojenie, porcjowanie mięsa. Posługują się dziwnymi nożami, cienkimi jak żyletki. Cieszy mnie, że wpadli na pomysł przydrożnego grilla i w ten sposób zarabiają na życie i drażnią podniebienia tych, co uwielbiają takie właśnie mięso.


tu sie piecze mięso z beczki 150x150 ,,MIĘSO Z BECZKI, CZYLI KAMERUŃSKIE PRZYSMAKI

 Można spożyć na miejscu.
 Kawałki mięsa nadziewane są na patyki i mocno posypane różnymi przyprawami: ostrą papryką, chilli i kurkumą. Przyprawy te dodają mięsu smaku i kruchości, ale w zasadzie nie wiadomo, czy to przyczyna, czy zaledwie efekt uboczny ich stosowania.
 Przyprawa o nazwie kurkuma ma szersze działanie niż czosnek!
 Myślę, że przy takim grillowaniu na poboczu drogi właściwości
 kurkumy są bardzo pożądane! 
Kurkuma to żółtopomarańczowy proszek z korzenia ostryżu długiego, która nazywana jest także szafranem indyjskim, a to ze względu na kolor kwiatów.



 Przyprawa ta ma właściwości przeciwzapalne, pomaga w walce z nowotworami, uśmierza bóle neuropatyczne, przyspiesza metabolizm i procesy trawienne. Działa rozkurczowo i bakteriobójczo.
  Pomarańczowy proszek jest podstawowym składnikiem curry.
 Oprócz niej dodaje się mieloną kolendę, chilli, kmin rzymski, pieprz, imbir, cynamon, kasję, goździki, w zależności od smaku, jaki chce się uzyskać.

 Chcesz na wynos? Nie ma sprawy!
 Zapakują w papier po workach od cementu. Worki są bardzo dobrze wytrzepane z kurzu cementowego i zazwyczaj przysmak grillowy zawijany jest do wewnętrznych warstw, które nie miały styczności z cementem.

mięso z beczki 150x150 ,,MIĘSO Z BECZKI, CZYLI KAMERUŃSKIE PRZYSMAKI

 Próbowałam, ale tylko kawałeczek... i mogę powiedzieć: smaczne!
 Za mięsem nie przepadam więc nie kusi mnie ten wędzony przysmak. Wielu Misjonarzy przepada za tym specyfikiem i podczas każdej podróży mamy przymusowy postój przy grillowym barze...


 Moje oko zatrzymałoby się zapewne przy kwiecie kurkumy... To dość rzadka roślina w naszych mieszkaniach obejmująca około 70 gatunków. Jest to bylina o kłączu z bulwami, z których produkuje się przyprawę. Wiadomo przyprawa cudo, a kwiaty to drugie cudo... 









                                                                                  /zdjęcia z internetu/

poniedziałek, 7 stycznia 2013

O czwartym Mędrcu...

Podania mówią, że był czwarty Mędrzec,
 który wyruszył w drogę z innymi Mędrcami.
 Każdy człowiek ma swoją drogę, swoją gwiazdę i swoją tęsknotę więc wcale się nie dziwię, że czwarty Mędrzec poszedł swoją drogą, bo tylko tą drogą mógł dojść do celu...
 Mówią, że był najmłodszy spośród czterech, żadnemu zaś z nich nie płonęła w sercu tak głęboka tęsknota, jak właśnie jemu. Ów wędrowiec zabrał ze sobą jako prezent dla królewskiego Dzieciątka trzy błyszczące, szlachetne kamienie.

Podczas drogi usłyszał nagle szlochanie dziecka. W kurzu zobaczył leżącego chłopczyka, bezbronnego, nagiego i krwawiącego z pięciu ran. Tak niezwykłe było to dziecko, tak delikatne i bezbronne, że serce młodego Króla napełniło się litością.
 Podniósł je i zawrócił do wioski, którą właśnie zostawili za sobą.
 Tam nikt nie znał dziecka. Poszukał opiekunki i przekazał jej jeden ze szlachetnych kamieni, by w ten sposób zabezpieczyć życie dziecka.

 Udał się następnie w dalszą wędrówkę.
 Gwiazda wskazywała mu drogę. Przechodził przez miasto, w którym na przeciw niego wyszedł orszak pogrzebowy. Umarł ojciec rodziny.
 Matka i dzieci miały być sprzedane do niewoli. Król przekazał im drugi drogocenny kamień. Gdy tak wędrował nie widział już Gwiazdy. Dręczył się wątpliwościami, czy też nie stal się niewierny wobec swojego powołania.
 Jednak wtedy raz jeszcze zajaśniała na niebie Gwiazda. Wędrował za nią przez obcą krainę, w której szalała wojna. W pewnej wiosce żołnierze zgromadzili wszystkich mężczyzn, aby ich zabić. Wtedy Król wykupił ich trzecim drogocennym kamieniem. Ale teraz nie dostrzegł już więcej gwiazdy. Ogołocony ze wszystkiego kroczył przez krainę i pomagał ubogim ludziom.


Przybył do pewnego portu w chwili, gdy ojciec rodziny jako wioślarz na jednej z galer miał odpokutować za swoją winę.
 Król zaofiarował samego siebie i pracował prze wiele lat jako wioślarz na galerze. Wtedy w jego sercu ponownie wzeszła Gwiazda. Wkrótce przeniknęło go wewnętrzne światło i ogarnęła go spokojna pewność, że mimo wszystko jest na właściwej drodze.
 Niewolnicy i panowie odczuwali to niezwykłe światło owego człowieka. Został wypuszczony na wolność.
 We śnie zobaczył Gwiazdę  i usłyszał głos: Pośpiesz się! Pośpiesz!
 Wstał w środku nocy.
 Wówczas zajaśniała Gwiazda i zaprowadziła go do bram wielkiego miasta. Z tłumem ludzi został zapędzony na wzgórze, na którym stały trzy krzyże. Ponad środkowym krzyżem jaśniała Gwiazda.
 Wtedy spotkało go spojrzenie człowieka, który wisiał na tym krzyżu. Człowiek ten musiał odczuwać wszystkie cierpienia, wszystkie utrapienia świata, tak niezwykłe było jego spojrzenie.
 Ale też litość i bezgraniczna miłość. Jak błyskawica przemknęła myśl: tutaj jest cel, do którego pielgrzymowałem przez całe życie. Król opadł pod krzyżem na kolana. W jego otwarte ręce spadły trzy krople krwi.
 Były bardziej lśniące niż drogocenne kamienie.
 Gdy Jezus umarł, umarł także Król. Jego twarz w śmierci była zwrócona w kierunku Jezusa i błyszczała jak promieniejąca gwiazda.

                                                                       /Eduard Schaper/


 P.S
Każdy z nas ma swoją niepowtarzalną drogę, gwiazdę i tęsknotę...
Często nie widzimy światła naszej gwiazdy i wtedy wątpimy, czy znajdujemy się na właściwej drodze. A Gwiazda świeci i świecić będzie do końca naszych dni.
Nikt jej nie zgasi nawet Ty sam.
Nie pytaj „dlaczego”, bo czyż nie można zapytać „dlaczego nie ja?”. Mówisz, że Twoja droga jest trudna... Nie jest za trudna dla Ciebie. Masz wszystko, aby przejść swoją drogę... Pomyśl, gdyby Ktoś powiedział Tobie dzisiaj: zabiorę od Ciebie Twoje cierpienie, ale powiedz mi, wskaż mi komu mam dać to, co Cię boli... Kogo byś wskazał? Komu dałbyś Twoje cierpienie...?
Ja tego nie zrobię, bo to cierpienie, ta droga jest moja i dla mnie.
Na dzisiaj może nie rozumiesz, ale czy wszystko trzeba rozumieć, czy wszystko da się zrozumieć? Zrozumienie zawsze przychodzi w swoim czasie... Na naszej drodze zawsze stają ludzie, którzy są dla nas drogowskazami, pomoca. Problem w tym, ze często nie chcemy właśnie tych ludzi, chcemy innych, tych po naszej myśli. Nigdy nie jesteśmy sami...  Droga Miłości Boga i ludzi jest drogowskazem do dojścia do celu, do dotarcia do tęsknoty, która przestanie być tęsknotą...

sobota, 5 stycznia 2013

O Trzech Mędrcach….

Co to byli za ludzie, których Mateusz nazywa „magami” ze Wschodu?
 Tak naprawdę nie wiemy, kim byli...
 Sztuka Zachodu i ludowa pobożność uczyniła z Mędrców
 trzech świętych Króli. Liczba trzy jest liczbą pełnego człowieka.
 Król w bajkach ma zawsze trzech synów, symbolizujących duszę,
 ducha i ciało. Ci trzej wyruszają następnie w drogę, żeby odnaleźć wodę życia lub uzdrawiający lek dla chorego króla.
 Jest to ostatecznie droga samorealizacji, którą rozpoczynają i na której przeżywają wiele przygód i przetrzymują niejedno niebezpieczeństwo.


 Widziano w trzech Królach albo reprezentantów trzech pokoleń
 wieku młodzieńczego, średniego i starszego, albo obraz trzech kontynentów: Europy, Afryki i Azji.
 Ma to odzwierciedlenie w nas samych – wszystko co jest w człowieku: witalność, młodość, siła męskości i mądrość starości muszą razem wybrać się w drogę, by zgłębić, co znaczy być człowiekiem.
 Nie powinniśmy zatrzymywać się ani przy ruchliwej młodości, ani przy twórczej sile wieku średniego, ani przy mądrości wieku starszego. Wszystko musi się przeobrażać, abyśmy pozostali żywymi ludźmi. Wszystko musi się nieustannie przełamywać i przemieszczać.

 Celem zaś powinno być to, by stać się ludźmi królewskimi,
 ludźmi, którzy sami określają życie i nie są zawładnięci przez innych, którzy żyją w zgodzie z samymi sobą i mają królewską godność.

 Godność Trzech Króli wyraża się właśnie przez to, że odłożyli insygnia swej królewskiej dumy i upadli przed Bożym Dzieciątkiem.
 Trzej Królowie razem wyruszają w drogę.
 Nie pozwalają, aby urzędnicy penetrowali tę drogę, lecz słuchają głosu swojego serca.
Tam, w swoich sercach ujrzeli gwiazdę, gwiazdę ich tęsknoty.

Wyruszyli w drogę tęsknoty.
 To długa pielgrzymka.
 W drodze byli zmęczeni.
 Jednak szli dalej, bo ufali tęsknocie swojego serca.
 I doszli do celu.
 Gwiazda wskazała im cel.


 Potrzeba też była rozmowa z Herodem i jego uczonymi w Piśmie, by dokładnie poznać cel podróży.
 Celem podróży Trzech Króli jest dom, gdzie odnajdują Maryję i Dzieciątko, przed którymi klękają, by Je adorować.
 Nie dość, że nie zostali nagrodzeni u końca swojej podróży, to również rozdali wszystko, co ze sobą przynieśli. Nie są dumni z powodu osiągnięcia celu, lecz padają na kolana i adorują Dzieciątko.

 Jest to paradoks także naszych dróg. Im dalej idziemy na drodze samorealizacji, tym mniej staje się dla nas ważne, co posiadaliśmy do tej pory i jak wyglądamy przed innymi.
 Pozwoliliśmy się zwabić tajemnicy życia. A kiedy dotykamy tajemnicy, wtedy upadamy na kolana, zapominamy o sobie, bowiem jesteśmy całkowicie przez nią ogarnięci i wtedy prawdziwie doszliśmy do domu.
 U siebie możemy być tylko tam, gdzie upadamy przed tajemnicą Boga...


W ludowej pobożności Trzej Królowie stali się ulubionymi patronami podróży. Wędrowali długą drogą i nigdy nie zbłądzili.
 Dlatego mogą nam towarzyszyć na pełnych niebezpieczeństw drogach życiowych.
 Są przyzywani, by ochraniać nas przed szkodliwymi wpływami świata duchów. Stają się orędownikami w potrzebie, w chorobach.
 Kacper, Melchior i Baltazar.
 Pierwsze litery ich imion K + M + B wpisuje się nadprożach domów, stajni i stodół, żeby chronić je przed złymi duchami.
 Ich imiona wyprowadza się też z błogosławieństwa: „Christus mansionem benedicat” – Chryste błogosław mieszkanie.

 Ludzie pokładali także w Trzech Królach wszystkie swoje tęsknoty za magiczną wiedzą, chroniącą od głęboko w duszy znajdujących się lęków i broniącą przed niebezpieczeństwem...

  /Anselm Grun „Boże Narodzeni – świętować Nowy Początek/


   
P.S
Istnieje stara rosyjska legenda o Czwartym Królu, który wyruszył w drogę razem z trzema innymi...